piątek, 15 grudnia 2017

Recenzja hotelu: 5* InterContinental Pattaya Resort
(oraz saloniku Club Lounge)

Większość czasu podczas pobytu w Tajlandii spędziłem w Bangkoku, a więc trochę na przekór pierwsza recenzja dotyczyć będzie hotelu położonego w pobliskiej Pattayi. InterContinental Pattaya Resort był zresztą jedynym hotelem podczas tego wyjazdu, w którym nocowałem na zaproszenie, wypada więc zacząć właśnie od niego. :)

InterContinental Pattaya Resort


Dwie godziny drogi ze stolicy Tajlandii i znalazłem się u bram dość niepozornie wyglądającego resortu. Dopiero przekroczenie progu otwartego i położonego na wzniesieniu lobby, z którego rozpościerał się niesamowity widok na drzewa, palmy oraz zatokę Tajlandzką, dało znać, że będę miał do czynienia z wyjątkowym hotelem.
Co do samej lokalizacji tego InterContinentala - hotel położony jest właśnie na wzgórzu, w spokojnej części Pattayi. Kilka kroków od niego znajdują się punkty widokowe na centrum miasta oraz wielki napis "Pattaya City". W jakieś 20 minut piechotą można się z hotelu dostać do najbardziej rozrywkowej części miasta ("Pattaya Walking Street"), czyli ulicy pełnej restauracji, dyskotek, ale też i (o ile nie w głównej mierze) barów piwnych i klubów go-go.

Kilka razy dziennie z hotelu do centrum miasta jeżdżą darmowe shuttle busy, ale i taksówki (oraz Uber, chociaż akurat w Pattayi nie jest on najwygodniejszy w korzystaniu) są w Tajlandii wyjątkowo tanie.


Zameldowanie


Zarezerwowany miałem pokój Club InterContinental Suite, a więc zamiast w recepcji, zameldowanie odbywało się w saloniku Club Lounge, do którego zostałem przywieziony meleksem.
Zameldowanie w takich warunkach, przy herbatce i świeżo wyciskanym soku z ananasa - to rozumiem! :)
Zameldowany zostałem zresztą przez kamerdynera, który opowiedział mi o hotelu i świadczonych przez ten obiekt usługach. Dostałem klucz, mapkę resortu oraz list z informacjami o saloniku. Lokaj pozostawał do mojej dyspozycji przez cały pobyt, gdybym np. potrzebował pomocy z rozpakowaniem się, zaplanowaniem wycieczek czy dokonaniem rezerwacji w hotelu lub poza nim itp.

Hotel jest położony na sporym terenie, więc początkowo nie jest łatwo się zorientować co gdzie się znajduje, na szczęście zostałem też odprowadzony do swojego pokoju.

Ale zbytnio się nie spieszyłem, bo wcześniej jeszcze skorzystałem z odbywającego się akurat w Club Lounge Afternoon Tea, które trwa tutaj od godz. 14:00 do 16:00.
Oprócz wysokiej jakości herbaty TWG, na stół trafił jednoosobowy zestaw słonych i słodkich przekąsek, które zniknęły tak samo szybko, jak się pojawiły. :)
Udałem się w końcu do pokoju, ponieważ nie miałem już za dużo czasu na porobienie zdjęć - zbliżał się bowiem już wieczorny koktajl.
Pokój, a w zasadzie apartament Club InterContinental Suite o numerze 528, znajdował się w sporym domku położonym tuż przy jednym z kilku basenów. Zajmował połowę jego górnego piętra. Podobne dwa apartamenty znajdowały się też na parterze. Te dolne mają taras z widokiem na basen/ogród i bezpośrednim dostępem do nich. Ja z okien pokoju oraz z tarasu miałem widok zarówno na basen, jak i na ocean.
Widok na taras z zewnątrz.
Podobne domki rozmieszczone są na terenie całego resortu. Hotel składa się jeszcze z dwóch luksusowych willi (125- i 210-metrowych) położonych tuż nad wodą i posiadających prywatne baseny. Poza tym jest też kilkupiętrowy budynek główny składający się ze standardowych pokoi.


Club InterContinental Suite (#528)


Club InterContinental Suite ma aż 77 metrów kwadratowych. Składa się z sypialni oraz połączonej z nią sporej łazienki, którą można całkowicie zasłonić. Apartamenty te były niedawno odnawiane i wyglądają wręcz rewelacyjnie!
Urządzone w nowoczesnym stylu, ale z tajskimi akcentami. Świetnie wyglądał podniesiony, stożkowaty dach, dzięki któremu apartament zyskiwał jeszcze więcej przestrzeni.
Obok ogromnego i szalenie wygodnego łóżka znajdowała się jeszcze część wypoczynkowa - kanapa i fotel.
Naprzeciwko łóżka - duży telewizor, którego nawet nie miałem okazji włączyć, a obok niego minibar, który raczej powinien się w tym wypadku nazywać "maxibar", bo tak dużego hotelowego barku, to jeszcze nie widziałem. ;)
Poczęstunek oraz list powitalny:
Łazienka w większości w marmurze. Znajdowały się w niej dwie umywalki, bardzo duża wanna, osobny prysznic oraz zamykana toaleta.
Bardzo ciekawe kosmetyki, nie pochodzące od typowej dla InterContinentali firmy Agraria, a tajskiej marki premium - HARNN. Do tego w dużych pojemniczkach z dyspenserami.
Dostępny był także spory zestaw akcesoriów łazienkowych.
Jedynym minusem, jaki zauważyłem w łazience (a może i w całym hotelu:), były krany zlokalizowane za blisko brzegu umywalki, przez co nie za wygodnie się z nich korzystało podczas mycia rąk.


Happy Hours w Club Lounge


Ledwo co skończyłem robić zdjęcia, pokój był nadal w stanie nienaruszonym, a tu już trzeba się było udać do Club Lounge, gdzie zaczynał się Evening Cocktail, który trwa tutaj od 17:00 do 19:00.
Salonik był prawie pusty, więc miałem całą, szalenie sympatyczną, obsługę do swojej dyspozycji. :)
Przez te dwie godziny w Club Lounge mamy do wyboru ciepłe oraz zimne przekąski, a do tego szeroki wybór napojów i wysokiej klasy alkoholi wraz z przygotowywanymi na życzenie drinkami.
Ja zacząłem od zamówienia zestawu ciepłych przystawek wraz z lampką francuskiego wina musującego (Fleur de France Blanc De Blancs Brut). Hors d'oeuvres były bardzo ciekawe w smaku, szczególnie ten pierożek z tapioki, a do tego bardzo ładnie podane.
Nie mogłem sobie odmówić spróbowania koktajlu Siam Sunrays opisywanego jako "Thailand in a glass". Jest to stosunkowo niedawno stworzony drink, który ma szansę stać się tajskim popisowym koktajlem. W smaku podobny jest on do kwaśno-ostrej zupy Tom Yam, która powstaje z podobnych składników, czyli m.in. trawy cytrynowej, liści kafiru, limonki czy tajskiego chili (Phrik Khee Nuu). No, ale do zupy nie dolewa się wódki czy likieru kokosowego, a także nie podaje jej się z lodem... :)
Siam Sunrays rzeczywiście był bardzo tajski, a przy tym orzeźwiający i raczej mocny, bo następnym drinkiem, który zamówiłem był mocktail - Triple G. :)
Po paru rundkach do zimnych przekąsek oraz zamówieniu jeszcze np. świetnego whisky sour, którego nie mógłbym sobie odmówić, dochodziła już niestety godzina 19:00. Siedziało się, jadło i piło w takich warunkach bardzo miło, ale właśnie coś ten czas płynął nieubłaganie - powinni coś z tym zrobić. :)
Salonik był jeszcze czynny do 23:00 i w tym czasie można jeszcze napić się kawy, herbaty czy soku oraz przekąsić coś drobnego.
Gdy wróciłem do pokoju, był on po tzw. turndown service. Łóżko zostało przygotowane do snu, na kołdrze położono menu śniadaniowe, a zasłony okienne i te odgradzające łazienkę od pokoju zostały zasunięte.
Sen na takim wielkim i wygodnym łóżku to była sama przyjemność.


Śniadanie w Club Lounge


Goście pokoi Club InterContinental śniadanie mogą zjeść w Club Lounge, restauracji Elements lub zamówić do pokoju. Ja wybrałem tę pierwszą opcję.

Śniadanie w saloniku podawane jest w godzinach 6:30 - 11:00. Na zimno dostępnych było całkiem sporo, wysokiej jakości potraw. Zamówić też można było coś na ciepło a la carte.
Mój wybór padł na omlet po tajsku, który niestety okazał się być smażony w sporej ilości tłuszczu, czym mnie pokonał na tyle, ze już nie dałem rady zamówić nic więcej. Może następnym razem uda mi się spróbować reszty dań, ale do tego potrzebny jest na pewno znacznie dłuższy pobyt. Podobny ból przeżywałem zresztą przy bardzo szerokim wyborze dań w saloniku w InterContinental Bangkok, ale w nim to przynajmniej spędziłem dwie noce. :)

Inne zakamarki hotelu


Dzięki zaproszeniu miałem także okazję zwiedzić inne pokoje oraz usługi, które oferuje InterContinental Pattaya Restort.
Tak np. w tym hotelu wygląda standardowy pokój, w głównym budynku:
O ile dobrze pamiętam, to miał on numer 320, a więc znajdował się na 3. piętrze i posiadał taki oto świetny widok. Zresztą wszystkie pokoje mają okna/balkony wychodzące na ogród/ocean.
Łazienka, również z kosmetykami marki Harnn.
W każdym zakamarku hotelu można podziwiać bujną roślinność.
Dobry pomysł - ładowarka na baterie słoneczne, znajdująca się przy basenie.
Poniżej prywatna, hotelowa plaża. Kąpiel w zatoce jednak nie była wskazana - tuż przy brzegu są kamienie, a woda chyba nie należy w tym rejonie do najczystszych. :)
Tutaj natomiast widok z tarasu apartamentu położonego tuż nad plażą (tego widocznego na powyższym zdjęciu, po prawej stronie), z panoramicznym widokiem na ocean.
Odwiedziłem też Amburaya Spa, niestety bez skorzystania z zabiegu czy masażu, ale sam zapach olejków i dźwięki muzyki również potrafiły zrelaksować. :)
Na poniższym zdjęciu salka przeznaczona do masażu dla par.
Hotel InterContinental Pattaya Resort posiada także sporą i nowoczesną siłownię dostępną przez 24 godziny na dobę.
Rodzice przyjeżdżający z dziećmi mogą zostawić swoje pociechy w kids clubie, w którym organizowanych jest wiele różnych zajęć i zabaw, też związanych z tajską kulturą.
Restauracja Elements, w której podawane są m.in. śniadania.
Jeszcze inna restauracja, tuż koło Club Lounge:
 
W ciągu dnia w Club Lounge przekąsić można ciastka, orzeszki, a także krewetkowe krakersy.
Z hotelu wymeldować się mogłem aż o godzinie 16:00 (co umożliwia posiadanie statusu IHG Ambassador), a więc mogłem jeszcze skorzystać z "nadprogramowej" Afternoon Tea:
Aż żal już się było żegnać z hotelem, szczególnie zagryzając pysznymi chlebkami pita z kurczakiem tandoori czy czekoladowo-bezową tartą i popijając to np. mrożoną czekoladą.

Przed wymeldowaniem się z pokoju zadzwoniłem po pomoc z ciężkim bagażem i po chwili pojawił się pan w meleksie, który mnie odwiózł do recepcji.

Do takiego hotelu zdecydowanie trzeba przyjechać co najmniej na kilka nocy. Ja poczułem zaledwie namiastkę tego, co InterContinental Pattaya Resort oferuje. Z czystym sumieniem mogę jednak ten hotel gorąco polecić! Szczególnie, że noc kosztuje tutaj 35.000 punktów IHG, co jest chyba najniższą możliwą stawką dla InterContinentali. Trzeba by wtedy jednak dopłacić za dostęp do Club InterContinental, bo stawka punktowa dotyczy standardowego typu pokoju.

Punkty w IHG najlepiej zdobywa się w promocji Accelerate, której kolejna edycja startuje już 1 stycznia 2018 r.
W hotelu InterContinental Pattaya Resort nocowałem za jego zaproszenie, ale nie miało to wpływu na zawarte w recenzji opinie, które są całkowicie moje własne. :)


Kliknij, jeśli podobał Ci się wpis:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz