W warszawskim hotelu Hilton przy ul. Grzybowskiej 63, niedzielny brunch od września organizowany jest w nowej odsłonie i pod nazwą Folk Love - Smaki Tradycji. Co niedzielę, od 13:00 do 17:00 odbywa się on w głównej hotelowej restauracji Meza. Aktualnie króluje tu więc polska kuchnia, jednak w bardziej nowoczesnym, niż tradycyjnym wydaniu. Co akurat mnie ucieszyło!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja restauracji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja restauracji. Pokaż wszystkie posty
piątek, 12 października 2018
RECENZJA: Niedzielny Brunch "Folk Love" w Hilton Warsaw
W warszawskim hotelu Hilton przy ul. Grzybowskiej 63, niedzielny brunch od września organizowany jest w nowej odsłonie i pod nazwą Folk Love - Smaki Tradycji. Co niedzielę, od 13:00 do 17:00 odbywa się on w głównej hotelowej restauracji Meza. Aktualnie króluje tu więc polska kuchnia, jednak w bardziej nowoczesnym, niż tradycyjnym wydaniu. Co akurat mnie ucieszyło!
poniedziałek, 27 marca 2017
Recenzja hotelu: Grand Hotel Kempinski High Tatras

Grand Hotel Kempinski High Tatras składa się z obecnie połączonych ze sobą trzech części, które budowane były obok siebie na przestrzeni 34 lat, w różnych architektonicznych stylach. Najstarszy budynek - Jánošík - powstał tu już w 1893 roku! Część Kriváň ukończono w 1906 r., a Hviezdoslav w 1923 r., w którym to roku otwarty został Grand Hotel Hviezdoslav. Od 1953 r. hotel ten pełnił funkcję sanatorium uzdrowiskowego. Dziesięć lat później budynek wpisano na listę zabytków, zaczął jednak popadać w ruinę i w końcu został zamknięty.
W 2003 r. architekt Peter Černo przygotował plan rekonstrukcji budynku, która miała na celu przywrócenie dawnego blasku i staranne odwzorowanie oryginalnego wyglądu hotelu oraz dostosowanie go do pięciogwiazdkowego standardu i wymogów przyszłego operatora - sieci Kempinski.
Rekonstrukcja trwała aż cztery lata i pochłonęła 43 miliony euro. Grand Hotel Kempinski High Tatras uruchomiony został w maju 2009 roku i składa się z 98 pokoi oraz apartamentów, w tym prezydenckiego (Presidential suite) oraz dla nowożeńców (Honeymoon suite). W hotelu funkcjonuje także strefa ZION SPA LUXURY o powierzchni 1.300 metrów kwadratowych.
Ale wystarczy już tej lekcji historii... :)
Grand Hotel Kempinski High Tatras
(oficjalna, TripAdvisor(#1/76), Booking(9,5/10), porównywarka cen)
czwartek, 12 stycznia 2017
Recenzja hotelu: Q Hotel Plus Wrocław, BW Premier Collection

Pierwszy raz nocowałem tutaj trochę ponad rok temu. Wybrałem ten hotel ze względu na dobrą lokalizację, nowoczesny wygląd oraz niewysoką cenę (i obecność na TravelPony), a zapamiętałem głównie za bardzo smaczne śniadania. Przez inne obowiązki (czytaj: lenistwo) nie doczekał się on wtedy niestety recenzji na blogu. Tym razem jednak nocowałem w Q Hotel Plus Wrocław na zaproszenie sieci Best Western, a więc już nie mogę mieć wymówek. :)
Q Hotel Plus Wrocław, BW Premier Collection
(oficjalna, TripAdvisor(#14/73), Booking(8,9), porównywarka cen)
wtorek, 29 grudnia 2015
Recenzja hotelu: 4* Hilton Garden Inn Kraków Airport
Czterogwiazdkowy hotel Hilton Garden Inn Kraków Airport znajduje się przy samym terminalu lotniska w Balicach. Jest także bardzo dobrze skomunikowany z samym Krakowem. Do centrum miasta dojedziemy zaledwie w kilkanaście minut korzystając z Kolei Małopolskich. Jednorazowy bilet kosztuje 8 złotych, a powrotny - 14 zł. Tym samym pociągiem dojedziemy też w trzy kwadranse do Kopalni Soli Wieliczka (i to zaledwie o 3 zł/str. drożej).
Hotel robi wrażenie już od przekroczenia jego progów. Widać, że jest to nowy, świetnie zaprojektowany obiekt. Lobby bardzo eleganckie, a zarazem przytulne, z wygodnymi fotelami i kanapami.
Hilton Garden Inn Kraków Airport
| W recepcji można poczęstować się ciastkiem... |
| ...a w nocy/nad ranem również i napić kawy czy herbaty. |
Hilton Garden Inn Kraków Airport
(Oficjalna, TripAdvisor, Facebook, HotelsCombined)
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Recenzja hotelu: 3* Liburnia, Cieszyn
Ostatni raz w tym uroczym, przygranicznym miasteczku byłem w czerwcu 2008 r. Dokładniej to na festiwalu Nowa Muzyka z niezapomnianymi koncertami Battles czy Holy Fuck. Świetna muzyka, camping "Olza" (tak, spałem pod namiotem!), Brackie za 3 złote, blisko do smażonego sera z hranolkami i tatarską omaćką... to były czasy! ;)
Chociaż zdaje się, że jeszcze pół roku później spędzałem Sylwestra w Czeskim Cieszynie, nocując tam w strasznych warunkach jakiegoś ekonomicznego pokoju w hotelu Piast przy stacji Český Těšín. O tym pobycie staram się jednak zapomnieć. ;)
Zupełnie odmienne odczucia mam w stosunku do innego hotelu, również znajdującego się niedaleko dworca kolejowego, ale tym razem po polskiej stronie, a mianowicie - hotelu Liburnia.
Dojazd z Warszawy do Cieszyna nie należy do idealnych. To znaczy bez przesiadki się tam nie dojedzie, no chyba że samochodem (przy hotelu jest bezpłatny parking dla gości). :) Jako, że zniżki na pociągi już dawno mi się skończyły, to szukałem połączeń autobusowych. Bez problemu znalazłem PolskiegoBusa do Katowic za 26 złotych, a stamtąd (spod dworca PKP, z placu Andrzeja, a właściwie parkingu przy placu Oddziałów Młodzieży Powstańczej) Bus Brothers do Cieszyna za 14 zł (bilet kupowany u kierowcy, płatność tylko gotówką). Takim busem jedzie się około półtorej godziny.
Powrót z Cieszyna, ze względu na inny odwiedzany hotel, miałem przez Kraków. Dojechałem tam w dwie i pół godziny autokarem Lajkonik. Warto obserwować ich Facebooka, ponieważ wrzucane są czasem tańsze bilety. Mi się całkowicie przypadkowo, późnym wieczorem poprzedniego dnia, udało kupić bilet z Cieszyna do Krakowa za 5 złotych (zamiast 21 zł). Trzeba tylko taki bilet niestety wydrukować, a na maila przychodzi tylko jako link do strony html, a nie w postaci pliku. Na szczęście w hotelu nie było z tym problemu, nawet o późnej porze. Z Krakowa do Warszawy wybrałem natomiast całkiem luksusowe warunki Lux Express za całe 14 zł (też w promocji, kupiony na kilka dni przed).
Hotel Liburnia znajduje się tuż koło dworca PKP w Cieszynie i placu Hajduka, przy którym zatrzymują się busy. Jest to dosłownie 5 minut piechotą. Ogólnie okolica hotelu nie jest zbyt urokliwa. Znajduje się on w bezpośrednim sąsiedztwie... supermarketu Leroy Merlin. Niedaleko jest jeszcze stacja benzynowa oraz kolejny sklep - Kaufland.
Ma to jednak swoje plusy. Jeśli zatrzymujemy się samochodem w Cieszynie w drodze do Czech czy dalej na południe Europy, to nie będziemy mieć problemu z dojazdem/trafieniem do hotelu czy zrobieniem zapasów na dalszą drogę. Nawet jeśli planujemy jakiś remont w miejscu docelowym. :)
Ale tak serio, to okolica nie ma żadnego negatywnego wpływu na hotel. Okna nie wychodzą na żaden sklep czy parking, a na rzeczkę - Bobrówkę i drzewa, zza których widać tory kolejowe. Żadnych odgłosów wskazujących na bliską obecność hipermarketu budowlanego też nie słyszałem.
Jeśli chodzi o zwiedzanie Cieszyna, to hotel Liburnia również jest dobrze położony. W dziesięć minut można dość na rynek, a w piętnaście na Górę Zamkową Dwadzieścia minut zajmie dojście na rynek w Czeskim Cieszynie, a dwadzieścia pięć do ich stacji kolejowej.
Hotel Liburnia, Cieszyn
Zupełnie odmienne odczucia mam w stosunku do innego hotelu, również znajdującego się niedaleko dworca kolejowego, ale tym razem po polskiej stronie, a mianowicie - hotelu Liburnia.
Dojazd do Cieszyna
Dojazd z Warszawy do Cieszyna nie należy do idealnych. To znaczy bez przesiadki się tam nie dojedzie, no chyba że samochodem (przy hotelu jest bezpłatny parking dla gości). :) Jako, że zniżki na pociągi już dawno mi się skończyły, to szukałem połączeń autobusowych. Bez problemu znalazłem PolskiegoBusa do Katowic za 26 złotych, a stamtąd (spod dworca PKP, z placu Andrzeja, a właściwie parkingu przy placu Oddziałów Młodzieży Powstańczej) Bus Brothers do Cieszyna za 14 zł (bilet kupowany u kierowcy, płatność tylko gotówką). Takim busem jedzie się około półtorej godziny.
Powrót z Cieszyna, ze względu na inny odwiedzany hotel, miałem przez Kraków. Dojechałem tam w dwie i pół godziny autokarem Lajkonik. Warto obserwować ich Facebooka, ponieważ wrzucane są czasem tańsze bilety. Mi się całkowicie przypadkowo, późnym wieczorem poprzedniego dnia, udało kupić bilet z Cieszyna do Krakowa za 5 złotych (zamiast 21 zł). Trzeba tylko taki bilet niestety wydrukować, a na maila przychodzi tylko jako link do strony html, a nie w postaci pliku. Na szczęście w hotelu nie było z tym problemu, nawet o późnej porze. Z Krakowa do Warszawy wybrałem natomiast całkiem luksusowe warunki Lux Express za całe 14 zł (też w promocji, kupiony na kilka dni przed).
Położenie hotelu
Hotel Liburnia znajduje się tuż koło dworca PKP w Cieszynie i placu Hajduka, przy którym zatrzymują się busy. Jest to dosłownie 5 minut piechotą. Ogólnie okolica hotelu nie jest zbyt urokliwa. Znajduje się on w bezpośrednim sąsiedztwie... supermarketu Leroy Merlin. Niedaleko jest jeszcze stacja benzynowa oraz kolejny sklep - Kaufland.
Ma to jednak swoje plusy. Jeśli zatrzymujemy się samochodem w Cieszynie w drodze do Czech czy dalej na południe Europy, to nie będziemy mieć problemu z dojazdem/trafieniem do hotelu czy zrobieniem zapasów na dalszą drogę. Nawet jeśli planujemy jakiś remont w miejscu docelowym. :)
Ale tak serio, to okolica nie ma żadnego negatywnego wpływu na hotel. Okna nie wychodzą na żaden sklep czy parking, a na rzeczkę - Bobrówkę i drzewa, zza których widać tory kolejowe. Żadnych odgłosów wskazujących na bliską obecność hipermarketu budowlanego też nie słyszałem.
Jeśli chodzi o zwiedzanie Cieszyna, to hotel Liburnia również jest dobrze położony. W dziesięć minut można dość na rynek, a w piętnaście na Górę Zamkową Dwadzieścia minut zajmie dojście na rynek w Czeskim Cieszynie, a dwadzieścia pięć do ich stacji kolejowej.
| Widok z okna hotelu Liburnia |
Hotel Liburnia, Cieszyn
(Oficjalna, TripAdvisor, Facebook, HotelsCombined)
środa, 1 lipca 2015
Recenzja restauracji: Fuddruckers Warszawa
Trochę ponad tydzień temu, 20 czerwca, otwarta została pierwsza w Polsce (i jedna z pierwszych w Europie) restauracja amerykańskiej sieci Fuddruckers. Znajduje się ona w nowej strefie restauracyjnej Centrum Handlowego "Wola Park" w Warszawie. Kilka dni po otwarciu postanowiliśmy sprawdzić, czy rzeczywiście serwują tam "World's Greatest Hamburgers®". :)
Zaczyna się dobrze, bo Fuddruckers Warszawa to restauracja z prawdziwego zdarzenia z obsługą kelnerską, a nie zwykły fast-food, typowy dla centrów handlowych. Wprawdzie jest też możliwość złożenia zamówienia bezpośrednio w znajdujących się przy wejściu kasach, ale to tylko jak chcemy coś wziąć na wynos.
Restauracja Fuddruckers wyglądem przypomina typowy amerykański diner. Lokal utrzymany jest w kolorach bieli, czerwieni i niebieskości, czyli flagi... wiadomo jakiego kraju. Na ścianach znajdują się neony, pod sufitem podwieszone są telewizory.
Zaczyna się dobrze, bo Fuddruckers Warszawa to restauracja z prawdziwego zdarzenia z obsługą kelnerską, a nie zwykły fast-food, typowy dla centrów handlowych. Wprawdzie jest też możliwość złożenia zamówienia bezpośrednio w znajdujących się przy wejściu kasach, ale to tylko jak chcemy coś wziąć na wynos.
Restauracja Fuddruckers wyglądem przypomina typowy amerykański diner. Lokal utrzymany jest w kolorach bieli, czerwieni i niebieskości, czyli flagi... wiadomo jakiego kraju. Na ścianach znajdują się neony, pod sufitem podwieszone są telewizory.
Etykiety:
amerykańska restauracja,
burger,
diner,
fast food,
Fuddruckers,
pizza,
polska,
recenzja restauracji,
warszawa
czwartek, 30 października 2014
Recenzja restauracji: Ed Red, Kraków

Etykiety:
Ardbeg,
burger,
Bushmills,
Ed Red,
Islay,
koktajl,
kraków,
opinia o,
recenzja restauracji,
restauracja,
steak house,
whisky,
whisky sour
wtorek, 28 października 2014
Recenzja restauracji: Sokotra, Warszawa
Dziś powrót do korzeni bloga, czyli recenzja restauracji Sokotra, w której ostatnio korzystaliśmy z groupona. Jako że wcześniej często trafialiśmy na kupony nie warte swojej ceny lub jedzenie było po prostu niesmaczne, to zaprzestaliśmy kupowania ich. Jednak ten trafił się przez przypadek i nie żałujemy, a nawet myślimy, żeby takie wizyty powtarzać częściej, więc możliwe, że na blogu pojawi się więcej recenzji jedzenia.
Wnętrze mile nas zaskoczyło, dość minimalistycznie urządzone, zupełnie nie przywodzi na myśl Indii, ale bardzo trafia w nasz gust. Także pierwsze wrażenie było bardzo dobre, szczególnie że na wejściu przywitała nas miła kelnerka, która wskazała stolik. Gdy usiedliśmy, dojrzeliśmy więcej elementów wystroju, np. akcenty orientalne – nieduże, proste obrazki, bardzo ładne i na dodatek można je kupić, są na nich ceny (zresztą to chyba zwyczaj wielu restauracji indyjskich). Mogliśmy się im wnikliwie przyjrzeć, bo niestety na jedzenie musieliśmy trochę zaczekać, od momentu zamówienia ponad 30 minut.
Wnętrze mile nas zaskoczyło, dość minimalistycznie urządzone, zupełnie nie przywodzi na myśl Indii, ale bardzo trafia w nasz gust. Także pierwsze wrażenie było bardzo dobre, szczególnie że na wejściu przywitała nas miła kelnerka, która wskazała stolik. Gdy usiedliśmy, dojrzeliśmy więcej elementów wystroju, np. akcenty orientalne – nieduże, proste obrazki, bardzo ładne i na dodatek można je kupić, są na nich ceny (zresztą to chyba zwyczaj wielu restauracji indyjskich). Mogliśmy się im wnikliwie przyjrzeć, bo niestety na jedzenie musieliśmy trochę zaczekać, od momentu zamówienia ponad 30 minut.
Etykiety:
groupon,
kuchnia indyjska,
kuchnia jemeńska,
opinia o,
recenzja restauracji,
Sokotra,
warszawa
środa, 27 czerwca 2012
Moshi Sushi
ul. Przeskok 2, Warszawa
www.moshisushi.pl
Nie sądziliśmy, że kiedyś trafimy na ofertę, o której realizację będziemy się napraszać. A tak było w przypadku Moshi Sushi. Wprawdzie zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie będziemy mogli dowolnie wybrać terminu wizyty w lokalu, bo kupon chcieliśmy wykorzystać nieco ponad tydzień przed końcem jego ważności, jednak nie sądziliśmy, że specjalnie będzie się to utrudniać.
| Wygląd lokalu, a raczej - ogródka |
A wyglądało to tak:
Masa telefonów i narażania na kolejne koszty – ciągle łączyliśmy się z pocztą głosową. Postanowiliśmy wybrać się do Moshi i zarezerować stolik. Naszym oczom ukazała się pusta knajpka, usiedliśmy w nadziei, że będziemy mogli zjeść, tylko telefon uległ tymczasowej awarii. Nie, oczywiście nikt się nami nie zainteresował, podeszliśmy do lady. No i niestety nie ma miejsc, przez cały tydzień wszystko będzie zajęte i pan oddzwoni za kilka dni, jak coś się zwolni i wtedy ewentualnie będziemy mogli wykorzystać nasze kupony. Yyyy, tak – lokal był pusty. No to czekamy 3-4 dni, telefon milczy, dzwonimy – poczta głosowa. Interwencja u Okazika. Ok, dobra nasza po chwili ktoś odbiera telefon. Jest miejsce! Kiedy? „Za 10 minut mogą państwo być?”. Z miejsca wyszliśmy i byliśmy za pół godziny – znów pusto!
W międzyczasie przyszła kobieta, która też nie mogła się dodzwonić, ale obsługa twierdziła, że to niemożliwe, przecież telefon działa. Kolene osoby dzwoniły szczęśliwe, że w końcu się udało – propozycja terminu to za każdym razem było „teraz”. Przyjście na miejsce i zapytanie o realizację kuponu było obrazą majestatu. Do tej pory nie wiemy, czemu w takim razie nie odbierano telefonu, a lokal stał pusty. Podczas drugiej wizyty w Moshi realizacja kuponów już wyglądała normalnie.
Jeśli chodzi o jedzenie, to tendencja spadkowa.
Zestaw 1:
Koszt przed zniżką: 2 x 100 zł
Koszt kuponów: 2 x 27 zł
Pierwszy zestaw – duża porcja bardzo dobrej zupy miso, której do ideału brakowało jedynie tofu, smaczne sushi przyzwoitej wielkości (nie mówiąc o końcowych kawałkach, które były aż za duże na jeden kęs), cały dzbanek herbaty razem z dwoma filiżankami. Niska cena całego zestawu i jego wielkosc sprawiły, że zapomnieliśmy o wcześniejszych problemach z rezerwacją.
Za drugim razem nie było niestety tak dobrze. Porcja zupy sporo mniejsza, brak dzbanka z herbatą, tylko... jeden kubeczek. Ryż w sushi bardzo kwaśny (jeszcze się z takim nie spotkaliśmy), futomaki przepełnione serkiem philadelphia i wyjątkowo cieniutkie, niektóre dosłownie jednocentymetrowe.
Ciężko mieć wyrobione zdanie, jedzenie mogłoby być po małych poprawkach, fajne miejsce, choć bez własnej toalety, znośne ceny, miły ogródek, ale atmosfera, którą zapewnia obsługa – do bani.
Kupon z serwisu: Okazik.pl
Masa telefonów i narażania na kolejne koszty – ciągle łączyliśmy się z pocztą głosową. Postanowiliśmy wybrać się do Moshi i zarezerować stolik. Naszym oczom ukazała się pusta knajpka, usiedliśmy w nadziei, że będziemy mogli zjeść, tylko telefon uległ tymczasowej awarii. Nie, oczywiście nikt się nami nie zainteresował, podeszliśmy do lady. No i niestety nie ma miejsc, przez cały tydzień wszystko będzie zajęte i pan oddzwoni za kilka dni, jak coś się zwolni i wtedy ewentualnie będziemy mogli wykorzystać nasze kupony. Yyyy, tak – lokal był pusty. No to czekamy 3-4 dni, telefon milczy, dzwonimy – poczta głosowa. Interwencja u Okazika. Ok, dobra nasza po chwili ktoś odbiera telefon. Jest miejsce! Kiedy? „Za 10 minut mogą państwo być?”. Z miejsca wyszliśmy i byliśmy za pół godziny – znów pusto!
W międzyczasie przyszła kobieta, która też nie mogła się dodzwonić, ale obsługa twierdziła, że to niemożliwe, przecież telefon działa. Kolene osoby dzwoniły szczęśliwe, że w końcu się udało – propozycja terminu to za każdym razem było „teraz”. Przyjście na miejsce i zapytanie o realizację kuponu było obrazą majestatu. Do tej pory nie wiemy, czemu w takim razie nie odbierano telefonu, a lokal stał pusty. Podczas drugiej wizyty w Moshi realizacja kuponów już wyglądała normalnie.
Jeśli chodzi o jedzenie, to tendencja spadkowa.
Zestaw 1:
- 6 x futomaki z grillowanym łososiem (grillowany łosoś, majonez, awokado, ogórek, sałata)
- 6 x futomaki z pieczoną rybą (pieczona ryba maślana, sałata, awokado, ogórek, oshinko, majonez)
- 6 x california maki z krewetką w tampurze (krewetka w tampurze, majonez, oshinko, ogórek)
| Zestaw 1 |
| Zestaw 1 z profilu :) |
Zestaw 2:
- 2 x nigiri z łososiem
- 2 x nigiri z krewetką
- 6 x futomaki z serkiem Philadelphia (serek Philadelphia, łosoś, awokado, ogórek, sałata)
- 6 x california maki z krewetką (krewetka, majonez, ogórek, awokado)
| Zestaw 2 |
Do każdego zestawu - zupa miso oraz zielona herbata.
| Zupa miso |
Koszt kuponów: 2 x 27 zł
Pierwszy zestaw – duża porcja bardzo dobrej zupy miso, której do ideału brakowało jedynie tofu, smaczne sushi przyzwoitej wielkości (nie mówiąc o końcowych kawałkach, które były aż za duże na jeden kęs), cały dzbanek herbaty razem z dwoma filiżankami. Niska cena całego zestawu i jego wielkosc sprawiły, że zapomnieliśmy o wcześniejszych problemach z rezerwacją.
Za drugim razem nie było niestety tak dobrze. Porcja zupy sporo mniejsza, brak dzbanka z herbatą, tylko... jeden kubeczek. Ryż w sushi bardzo kwaśny (jeszcze się z takim nie spotkaliśmy), futomaki przepełnione serkiem philadelphia i wyjątkowo cieniutkie, niektóre dosłownie jednocentymetrowe.
Ciężko mieć wyrobione zdanie, jedzenie mogłoby być po małych poprawkach, fajne miejsce, choć bez własnej toalety, znośne ceny, miły ogródek, ale atmosfera, którą zapewnia obsługa – do bani.
Kupon z serwisu: Okazik.pl
Etykiety:
kupon,
okazik,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
restauracje,
sushi,
warszawa
piątek, 16 marca 2012
Nori Sushi Bar
ul. Stryjeńskich 17, Warszawa (@ Google Street View)
Maki oshinko były w rzeczywistości hosomakami. Wasabi trochę rozwodnione. Dodatkowo, gdyby skomponować ten zestaw samodzielnie wychodzi 56 zł – i tak za dużo. To miejsce niczym się nie wyróżnia, ani przyjemną atmosferą (chyba że ktoś lubi niewielkie, zaciemnione powierzchnie), ani cenami. Jedynym jego plusem może być lokalizacja, chyba że okoliczne suszarnie wygrają lub Nori skupi się na realizacji samych kuponów.
Pewnego leniwego południa postanowiliśmy zamówić sushi, stanęło na kuponie z Nori. Zadzwoniliśmy, niestety nikt nie odbierał. Wizja popołudnia z sushi się rozmyła, ale że mieliśmy blisko, to w drodze do sklepu zahaczyliśmy o Nori. Zamknięte.
![]() |
| A miało być czynne od godz. 12:00 :) |
Po dwóch godzinach było już otwarte i złożyliśmy zamówienie osobiście. Był czwartek, a nasz zestaw mógł być zrobiony dopiero w poniedziałek, bo akurat kupony z innego serwisu się kończyły i było bardzo dużo chętnych – pełen notes terminów i właścicielka pracująca w pocie czoła.
Co do samego sushi: bez rewelacji, domowy smak z osiedlowej kanciapy. Ryż dobrze przygotowany i to koniec plusów. Po prostu neutralnie, można zjeść, ale nie trzeba. Pewnie podyktowane to też było kuponową oszczędnością i chęcią zarobienia, ale cena jak za taką jakość i ilość nie do przyjęcia.
Nasz zestaw:
Koszt kuponu: 19 zł
Co do samego sushi: bez rewelacji, domowy smak z osiedlowej kanciapy. Ryż dobrze przygotowany i to koniec plusów. Po prostu neutralnie, można zjeść, ale nie trzeba. Pewnie podyktowane to też było kuponową oszczędnością i chęcią zarobienia, ale cena jak za taką jakość i ilość nie do przyjęcia.
Nasz zestaw:
- 8 szt. California (krab, avocado, ogórek, sezam)
- 6 szt. Hosomaki (łosoś, serek Philadelphia)
- 6 szt. Maki oshinko (marynowana rzepa)
- sałatka zielona (łagodna sałatka z sałaty lodowej, białej i czerwonej kapusty, marchewki, ogórka i sezamu)
Koszt kuponu: 19 zł

![]() |
| Uramaki z paluszkiem krabowym |
Maki oshinko były w rzeczywistości hosomakami. Wasabi trochę rozwodnione. Dodatkowo, gdyby skomponować ten zestaw samodzielnie wychodzi 56 zł – i tak za dużo. To miejsce niczym się nie wyróżnia, ani przyjemną atmosferą (chyba że ktoś lubi niewielkie, zaciemnione powierzchnie), ani cenami. Jedynym jego plusem może być lokalizacja, chyba że okoliczne suszarnie wygrają lub Nori skupi się na realizacji samych kuponów.
Kupon z serwisu: Okazik.pl
Etykiety:
bar,
kupon,
okazik,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
sushi,
warszawa
poniedziałek, 12 marca 2012
White Sushi
Krakowskie Przedmieście 29, Warszawa
www.whitesushi.pl
Całość oceniamy dość pozytywnie. Uramaki – w porządku, paluszek krabowy się na szczęście swoim smakiem wyjątkowo nie wybijał. Hosomaki z samymi warzywami także bez większego zachwytu, niektóre niestety były pęknięte. Najlepszą część zestawu – nigiri – zostawiliśmy na koniec. Przepyszny i mięciutki łosoś słusznych rozmiarów. Krewetka oraz omlet też niczego sobie. Wasabi było trochę wysuszone, a pałeczki nie miały wyprofilowanych końcówek.
www.whitesushi.pl
Tym razem wpadliśmy coś przekąsić do White Sushi. Spodobał nam się designerski wystrój z przewagą białego koloru, wiszącymi żurawiami z origami i efektownymi lustrami przy barze. Szybko wskazano nam stolik i przejrzeliśmy karty: Wysokie ceny sushi, za 100 zł dwie osoby mogą tu jedynie wpaść na szybką przekąskę, ceny napojów lepiej pominąć. Zestawów jest niewiele, nie ma w czym wybierać, choć skomponować sobie można coś pysznego, jednak za odpowiednio wyższą cenę.
Nasz zestaw:
2 x nigiri sake
1 x nigiri tamago
1 x nigiri ebi
6 x hosomaki kappa
6 x hosomaki oshinko
8 x uramaki z paluszkiem krabowym, ogórkiem, awokado i majonezem
Koszt przed zniżką: 100 zł
Koszt kuponu: 49 zł
![]() |
| Druga strona medalu :) |
Całość oceniamy dość pozytywnie. Uramaki – w porządku, paluszek krabowy się na szczęście swoim smakiem wyjątkowo nie wybijał. Hosomaki z samymi warzywami także bez większego zachwytu, niektóre niestety były pęknięte. Najlepszą część zestawu – nigiri – zostawiliśmy na koniec. Przepyszny i mięciutki łosoś słusznych rozmiarów. Krewetka oraz omlet też niczego sobie. Wasabi było trochę wysuszone, a pałeczki nie miały wyprofilowanych końcówek.
Podsumowując – wysoka jakość składników, ale zestaw bardzo oszczędny i nie jest to niestety oszczędność dla portfela klienta. Jednak zważywszy na lokalizację i wystrój, nie jest to duże zaskoczenie.
Kupon z serwisu: Groupon.pl
Etykiety:
groupon,
kupon,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
sushi,
warszawa
wtorek, 21 lutego 2012
Złota Orda
ul. Inspektowa 1, Warszawa
Złota Orda zaskoczyła nas od pierwszego wejrzenia. Ciekawa konstrukcja w mongolskim stylu pomiędzy lodowiskiem a nowym blokiem. Im bliżej środka, tym ciekawiej: pokonaliśmy oblodzony parking, po czym weszliśmy do wnętrza jurty. Przywitał nas tylko specyficzny zapach. Jako że obsługi nie było widać usiedliśmy w przyjemnej loży.
Dostaliśmy czekadełko, co było miłym zaskoczeniem. Było nie pierwszej świeżości, niechrupiące, ale z sosem czosnkowym smakowało znośnie. Chwilę później dostaliśmy Tarag (jogurt) i herbatę. Jogurt smaczny, kminkowy. Herbata jak na nasz gust okropna – słona i tłusta (taka ma być), ale co kraj to obyczaj. Zmusiliśmy się do wypicia pewnej ilości, by poznać nowy smak, po czym szybko zabiliśmy go piwem. Przyniesiono nasze dania: Czebureki i Sumsę. To drugie niesamowicie małe, jak na danie główne mogłoby być choć trochę większe. Wyglądało raczej jak przystawka. Czebureki też nie za duże, ale w normie. Oba były smaczne, mięso dobrze przyprawione. Dodany do nich bulion był letni i mało słony. Może taki ma być, nie znamy kuchni mongolskiej. Być może z tego samego powodu czegoś nam brakowało. Do dań była dodana tylko ozdoba z warzyw, także wsparliśmy się tym i sosem czosnkowym. Pewnie jeśli porcje byłyby większe, to takiego niedosytu by nie było. Chałwa na deser smaczna.
Największym zarzutem jest wielkość porcji. Może inne pozycje z karty dań prezentują się bardziej okazale, ale na podstawie tego, co dostaliśmy, możemy ocenić, że to restauracja z najmniejszymi porcjami, jakie jedliśmy. Obsługa kelnerska na mały minus, kelnerka była niedoświadczona, ale na pewno jej zachowanie nie wynikało ze złośliwości. Smak dań – neutralnie, dobre z małymi minusami. Wnętrze na plus – czegoś takiego jeszcze nie było i aż się prosi, by to wykorzystać.
Złota Orda zaskoczyła nas od pierwszego wejrzenia. Ciekawa konstrukcja w mongolskim stylu pomiędzy lodowiskiem a nowym blokiem. Im bliżej środka, tym ciekawiej: pokonaliśmy oblodzony parking, po czym weszliśmy do wnętrza jurty. Przywitał nas tylko specyficzny zapach. Jako że obsługi nie było widać usiedliśmy w przyjemnej loży.
Wnętrze okazało się całkiem ciekawe, na pewno u nas niespotykane. Restauracja jest bardzo duża. Loże po bokach zapewniają komfort i są doskonałym punktem obserwacyjnym, więc wypatrywaliśmy kelnerki. Przeszła obok nas kilkakrotnie bez słowa, ale kartę podała dopiero po 10 min.
Zamówiliśmy:
Koszt przed zniżką: 83 zł
- Suutej Caj (herbata mongolska) - 10 zł
- Tarag - 10 zł
- Czebureki - 24 zł
- Sumsa - 22 zł
- Chałwa - 9 zł
- Piwo Okocim 0,5l - 8 zł
Koszt przed zniżką: 83 zł
Koszt kuponu: 19,90 zł
Dopłata: 8 zł
W sumie zapłaciliśmy: 27,90 zł
Dopłata: 8 zł
W sumie zapłaciliśmy: 27,90 zł
Dostaliśmy czekadełko, co było miłym zaskoczeniem. Było nie pierwszej świeżości, niechrupiące, ale z sosem czosnkowym smakowało znośnie. Chwilę później dostaliśmy Tarag (jogurt) i herbatę. Jogurt smaczny, kminkowy. Herbata jak na nasz gust okropna – słona i tłusta (taka ma być), ale co kraj to obyczaj. Zmusiliśmy się do wypicia pewnej ilości, by poznać nowy smak, po czym szybko zabiliśmy go piwem. Przyniesiono nasze dania: Czebureki i Sumsę. To drugie niesamowicie małe, jak na danie główne mogłoby być choć trochę większe. Wyglądało raczej jak przystawka. Czebureki też nie za duże, ale w normie. Oba były smaczne, mięso dobrze przyprawione. Dodany do nich bulion był letni i mało słony. Może taki ma być, nie znamy kuchni mongolskiej. Być może z tego samego powodu czegoś nam brakowało. Do dań była dodana tylko ozdoba z warzyw, także wsparliśmy się tym i sosem czosnkowym. Pewnie jeśli porcje byłyby większe, to takiego niedosytu by nie było. Chałwa na deser smaczna.
Największym zarzutem jest wielkość porcji. Może inne pozycje z karty dań prezentują się bardziej okazale, ale na podstawie tego, co dostaliśmy, możemy ocenić, że to restauracja z najmniejszymi porcjami, jakie jedliśmy. Obsługa kelnerska na mały minus, kelnerka była niedoświadczona, ale na pewno jej zachowanie nie wynikało ze złośliwości. Smak dań – neutralnie, dobre z małymi minusami. Wnętrze na plus – czegoś takiego jeszcze nie było i aż się prosi, by to wykorzystać.
| Herbata mongolska w mało mongolskich kubko-filiżankach |
| Tarag |
| Czekadełko |
| Czebureki |
| Sumsa |
| Chałwa |
Kupon z serwisu: Okazik.pl
Etykiety:
kupon,
mongolska,
okazik,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
tatarska,
warszawa
wtorek, 8 listopada 2011
Gruba Ryba - podejście drugie
ul. Kasprzaka 7, Warszawa
gruba-ryba.pl
Nie mogliśmy sobie odpuścić kolejnej wizyty w sushi barze, a że znów pojawiła się oferta w Grubej Rybie, to znów skorzystaliśmy - dwa razy. Ostatnio byliśmy zadowoleni pół na pół, teraz było o wiele lepiej. Zamówiliśmy bardziej różnorodne zestawy.
A mianowicie:
Koszt przed zniżką: 97zł
Koszt kuponu: 50zł
Zestaw IV
Nigiri łosoś (2 szt.)
Nigiri tuńczyk (2 szt.)
Nigiri kalmar (2 szt.)
Nigiri krewetka królewska (2 szt.)
Futo maki z seriolą, ogórkiem, kiełkami lucerny i majonezem (6 szt.)
Futo maki z pieczonym łososiem i majonezem (6 szt.)
California maki z łososiem, avocado i serkiem Philadelfia (8 szt.)
Koszt przed zniżką: 105zł
Koszt kuponu: 50zł
Dopłata: 5zł
Tym razem dla każdego coś dobrego. I jednogłośnie stwierdzamy, że jedzenie lepsze niż w marcu. Przede wszystkim duże kawałki ryby, nie trzeba było się zastanawiać, czy ona tam jest, bo było wyraźnie czuć.
Dobre nigiri – zamiast tego z omletem dostaliśmy z łososiem (jak dla nas takie zamiany mogą być zawsze), jedynie kalmar był twardy. Hosomaki warzywne również nienajgorsze. Niestety Futomaki trochę się rozpadały, ale za to nadrabiały smakiem.
Co do miejsca – miła obsługa, mniej zapachu ryby w powietrzu, jednak tym razem całkiem tłoczno. To zasługa kuponów realizowanych na ostatnią chwilę, ale może dzięki nim więcej osób się przekona do Grubej Ryby, my się powoli przekonujemy. Gdyby tylko napoje były tańsze… To jedne z wyższych cen, jakie spotkaliśmy.
Kupon z serwisu: Groupon.pl
gruba-ryba.pl
Nie mogliśmy sobie odpuścić kolejnej wizyty w sushi barze, a że znów pojawiła się oferta w Grubej Rybie, to znów skorzystaliśmy - dwa razy. Ostatnio byliśmy zadowoleni pół na pół, teraz było o wiele lepiej. Zamówiliśmy bardziej różnorodne zestawy.
A mianowicie:
Zestaw I i III
Zestaw I i III
Zestaw I
Nigiri omlet tamago (2 szt.)
Hoso maki z ogórkiem i sezamem (6 szt.)
Hoso maki z tykwą (6 szt.)
Hoso maki z rzepą (6 szt.)
Zestaw III
Nigiri łosoś (2 szt.)
Futo maki z krewetką królewską, tykwą, ogórkiem i serkiem Philadefia (6 szt.)
Futo maki z tuńczykiem, ogórkiem i sezamem (6 szt.)
California maki z łososiem, serkiem Philadelfia i avocado (8 szt.)
Nigiri omlet tamago (2 szt.)
Hoso maki z ogórkiem i sezamem (6 szt.)
Hoso maki z tykwą (6 szt.)
Hoso maki z rzepą (6 szt.)
Zestaw III
Nigiri łosoś (2 szt.)
Futo maki z krewetką królewską, tykwą, ogórkiem i serkiem Philadefia (6 szt.)
Futo maki z tuńczykiem, ogórkiem i sezamem (6 szt.)
California maki z łososiem, serkiem Philadelfia i avocado (8 szt.)
Koszt przed zniżką: 97zł
Koszt kuponu: 50zł
Zestaw IV
Zestaw IV
Nigiri łosoś (2 szt.)
Nigiri tuńczyk (2 szt.)
Nigiri kalmar (2 szt.)
Nigiri krewetka królewska (2 szt.)
Futo maki z seriolą, ogórkiem, kiełkami lucerny i majonezem (6 szt.)
Futo maki z pieczonym łososiem i majonezem (6 szt.)
California maki z łososiem, avocado i serkiem Philadelfia (8 szt.)
Koszt przed zniżką: 105zł
Koszt kuponu: 50zł
Dopłata: 5zł
Tym razem dla każdego coś dobrego. I jednogłośnie stwierdzamy, że jedzenie lepsze niż w marcu. Przede wszystkim duże kawałki ryby, nie trzeba było się zastanawiać, czy ona tam jest, bo było wyraźnie czuć.
Dobre nigiri – zamiast tego z omletem dostaliśmy z łososiem (jak dla nas takie zamiany mogą być zawsze), jedynie kalmar był twardy. Hosomaki warzywne również nienajgorsze. Niestety Futomaki trochę się rozpadały, ale za to nadrabiały smakiem.
Co do miejsca – miła obsługa, mniej zapachu ryby w powietrzu, jednak tym razem całkiem tłoczno. To zasługa kuponów realizowanych na ostatnią chwilę, ale może dzięki nim więcej osób się przekona do Grubej Ryby, my się powoli przekonujemy. Gdyby tylko napoje były tańsze… To jedne z wyższych cen, jakie spotkaliśmy.
Kupon z serwisu: Groupon.pl
Etykiety:
groupon,
kupon,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
restauracje,
sushi,
warszawa
sobota, 20 sierpnia 2011
Ozzie Juice & Smoothie Shop
ul. Chmielna 4, Warszawa
www.ozzie.pl
Tym razem krótko - zamówiliśmy dwa duże (400ml) smoothies:
Koszt przed zniżką: 23,80zł
Koszt kuponu: 11,90zł
Jeden z nich zawierał jogurt, drugi nie. I ten pierwszy bardziej nam smakował. Byl słodszy, w smaku przypominał mango lassi. Natomiast Surfers Paradise składał się z samych owoców, miał trochę zbyt kwaśny smak, czuć było głównie pomarańczę, natomiast pozostałe składniki majaczyły gdzies w tle. Roko-koko - słodki, posila. Surfers Paradise - orzeźwiający. A skoro jesteśmy przy orzeźwieniu, smoothies były za mało schłodzone, lodu nie dodano prawie wcale, nam by bardziej smakowały wyraźnie zimne.
Kupon z serwisu: Groupon.pl
www.ozzie.pl
Tym razem krótko - zamówiliśmy dwa duże (400ml) smoothies:
- Surfers Paradise - 11,90zł
- Roko-koko - 11,90zł
Koszt przed zniżką: 23,80zł
Koszt kuponu: 11,90zł
Smoothies: Surfers Paradise i Roko-Koko
Jeden z nich zawierał jogurt, drugi nie. I ten pierwszy bardziej nam smakował. Byl słodszy, w smaku przypominał mango lassi. Natomiast Surfers Paradise składał się z samych owoców, miał trochę zbyt kwaśny smak, czuć było głównie pomarańczę, natomiast pozostałe składniki majaczyły gdzies w tle. Roko-koko - słodki, posila. Surfers Paradise - orzeźwiający. A skoro jesteśmy przy orzeźwieniu, smoothies były za mało schłodzone, lodu nie dodano prawie wcale, nam by bardziej smakowały wyraźnie zimne.
Kupon z serwisu: Groupon.pl
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Po prostu cafe
ul. Chłodna 48, Warszawa
www.poprostucafe.pl
Tym razem wybraliśmy się do Po prostu cafe. Wnętrze przyjemne, ozdobione ciekawymi obrazami, nowoczesne, klimatyzowane. Można też usiąść na zewnątrz, jednak w gorące dni nie polecamy – tylko jeden stolik stoi w cieniu. Na minus umiejscowienie toalety – na zapleczu. Dla znudzonych w kawiarni dostępne są gry planszowe i kącik internetowy.
Dania zamówione przy barze doniesiono szybko. A podczas dwóch wizyt mieliśmy okazję skosztować:
A teraz kolejne minusy – brak organizacji w kawiarni, kelnerka, która donosi dania pytała nas za każdym razem, czy to dla nas. O oranżadę, która miała być w cenie w wybranych godzinach, musieliśmy prosić.
Miejsce jest przyjemne, jednak raczej go nie odwiedzimy. Wystarczy policzyć, ile trzeba wydać, żeby się najeść. Oferta raczej powinna być skierowana do pracowników okolicznych biurowców, bo kto o zdrowych zmysłach będzie się tłukł przez miasto do kawiarni, w której zje przekąskę i jego portfel będzie sporo lżejszy?
Kupon z serwisu: Gruper.pl
www.poprostucafe.pl
Tym razem wybraliśmy się do Po prostu cafe. Wnętrze przyjemne, ozdobione ciekawymi obrazami, nowoczesne, klimatyzowane. Można też usiąść na zewnątrz, jednak w gorące dni nie polecamy – tylko jeden stolik stoi w cieniu. Na minus umiejscowienie toalety – na zapleczu. Dla znudzonych w kawiarni dostępne są gry planszowe i kącik internetowy.
Dania zamówione przy barze doniesiono szybko. A podczas dwóch wizyt mieliśmy okazję skosztować:
- Tortilla z grillowanym kurczakiem x2 - 13,50zł
- Quiche z serem feta i suszonymi pomidorami - 12zł
- Quiche z kurczakiem curry - 12zł
- Naleśniki z truskawkami i lodami - 10zł
- Lody o smaku whisky - 13zł
Koszt przed zniżką: 74zł
Koszt kuponów: 30zł
Koszt kuponów: 30zł
Posiłki nie są duże, ale ładnie podane, wystarczy, żeby przekąsić coś na szybko, ale raczej nie najeść się do syta. Najbardziej smakowały nam tortilla i quiche z kurczakiem curry. Oba dania podane były z sosem czosnkowym. Tortilla ma dobry sos w środku i odpowiednią ilość kurczaka, natomiast quiche ma całkiem oryginalny smak – kurczak z farszem w towarzystwie kruchego ciasta. Quiche z serem feta też był dobry, jednak dla smakoszy mięsa raczej w ramach ciekawostki. Farsz to trudny do zidentyfikowania mix warzyw z fetą, znalazły się w nim m.in. szpinak, brokuł i cukinia. Pomidor tylko na wierzchu. Jednak tu na plus zasługuje oznaczenie w menu dań wegetariańskich.
Desery nie do końca nam smakowały, lody mocno zmrożone podane w czymś co bardziej przypominało szklankę niż pucharek i już zdążyło skostnieć wraz z lodami w zamrażalniku. Natomiast naleśniki z dość sztywnego ciasta z nie do końca rozmrożonymi truskawkami, zresztą nieposłodzonymi. Mrożone truskawki bez cukru to nic dobrego, właściwie tracą smak.
A teraz kolejne minusy – brak organizacji w kawiarni, kelnerka, która donosi dania pytała nas za każdym razem, czy to dla nas. O oranżadę, która miała być w cenie w wybranych godzinach, musieliśmy prosić.
Miejsce jest przyjemne, jednak raczej go nie odwiedzimy. Wystarczy policzyć, ile trzeba wydać, żeby się najeść. Oferta raczej powinna być skierowana do pracowników okolicznych biurowców, bo kto o zdrowych zmysłach będzie się tłukł przez miasto do kawiarni, w której zje przekąskę i jego portfel będzie sporo lżejszy?
Kupon z serwisu: Gruper.pl
wtorek, 28 czerwca 2011
Momo Sushi
ul.Fieldorfa 10 lokal 312, Warszawa
www.momosushi.pl
Po przeczytaniu opinii w internecie nie chciało nam się nawet tam iść, ale w końcu było trzeba, tym bardziej, że mieliśmy dwa kupony. Najbardziej zdziwiło nas, że firma bierze opłatę za coś, o czym nie informowała w ofercie: po 4 zł za dodatek (imbir, wasabi, sos sojowy), przez co kupon nie jest już żadną okazją, a powodem do frustracji. Jednak jak się okazało, tak było w przypadku MyDeal najwidoczniej, bo od nas nic dodatkowo nie wzięto, a przyszliśmy z „okazikiem”.
Zamówiliśmy dwa zestawy:
Właściwie wszystko się zgadzało. Jednak mamy wrażenie, że zestawy nie są urozmaicone, raczej pospolite, takie barowe. Czyli zgodnie z oczekiwaniami, bo to nie jest suszarnia z prawdziwego zdarzenia, gdzie można delektować się jedzeniem i atmosferą. To miejsce, gdzie można obejrzeć program o randkach w MTV, umyć ręce w toalecie 20 metrów dalej i szybko skonsumować swoje zamówienie. Naprawdę szybko – w lokalu nie ma tłumów, zresztą nie ma szans, żeby były, bo są cztery stoliki, a sushimaker się nie ociąga. Nawet w barze szybkiej obsługi jest wolniej.
Nigiri dość dobre, każdego rodzaju po trzy sztuki. Maki głównie z paluszkami i łososiem, także nic szczególnego, zresztą trochę się rozpadały. Jakby to powiedzieć – widziały gały, co brały. Jednak tu trzeba poruszyć temat cen – jako miejsce oddalone od centrum, mogłoby je mieć nieco bardziej korzystne, dla przeciętnego wielbiciela sushi, nie jest tu tanio. Taka cena za paluszek z kawalątkiem łososia nie jest niska, więc nie wiadomo jaki powód do przyjechania na Gocław miałby przyświecać mieszkańcom innych dzielnic. Szczególnie, że napoje też drogie, przykładowo: kieliszek wina 10 zł, małe piwo – 6 zł, herbata – 10 zł. Znamy niższe ceny w centrum, za podobną jakość.
Miejsca nie oceniamy tak źle, było nawet smacznie, miejsce schludne, obsługa miła, ale nie wrócimy bez kuponu. Także jeśli o nas chodzi – reklama się do końca nie udała, przede wszystkim z powodu cen, które powinny być proporcjonalne do jakości i ilości.
www.momosushi.pl
Po przeczytaniu opinii w internecie nie chciało nam się nawet tam iść, ale w końcu było trzeba, tym bardziej, że mieliśmy dwa kupony. Najbardziej zdziwiło nas, że firma bierze opłatę za coś, o czym nie informowała w ofercie: po 4 zł za dodatek (imbir, wasabi, sos sojowy), przez co kupon nie jest już żadną okazją, a powodem do frustracji. Jednak jak się okazało, tak było w przypadku MyDeal najwidoczniej, bo od nas nic dodatkowo nie wzięto, a przyszliśmy z „okazikiem”.
Zamówiliśmy dwa zestawy:
- Samuraj – 18 szt. nigiri: łosoś, maślana, tuńczyk, krewetka, tako - 79zł
- Senko – 34 szt.: 6 maki (rybne), 8 california (łosoś, sałata, ogórek ,sezam) , 8 california (paluszek krabowy, awokado), 12 futo (łosoś, oshinko, ogórek, paluszek krabowy, serek philadelphia) - 75zł
Koszt przed zniżką: 154zł
Koszt kuponów: 79,80złWłaściwie wszystko się zgadzało. Jednak mamy wrażenie, że zestawy nie są urozmaicone, raczej pospolite, takie barowe. Czyli zgodnie z oczekiwaniami, bo to nie jest suszarnia z prawdziwego zdarzenia, gdzie można delektować się jedzeniem i atmosferą. To miejsce, gdzie można obejrzeć program o randkach w MTV, umyć ręce w toalecie 20 metrów dalej i szybko skonsumować swoje zamówienie. Naprawdę szybko – w lokalu nie ma tłumów, zresztą nie ma szans, żeby były, bo są cztery stoliki, a sushimaker się nie ociąga. Nawet w barze szybkiej obsługi jest wolniej.
Nigiri dość dobre, każdego rodzaju po trzy sztuki. Maki głównie z paluszkami i łososiem, także nic szczególnego, zresztą trochę się rozpadały. Jakby to powiedzieć – widziały gały, co brały. Jednak tu trzeba poruszyć temat cen – jako miejsce oddalone od centrum, mogłoby je mieć nieco bardziej korzystne, dla przeciętnego wielbiciela sushi, nie jest tu tanio. Taka cena za paluszek z kawalątkiem łososia nie jest niska, więc nie wiadomo jaki powód do przyjechania na Gocław miałby przyświecać mieszkańcom innych dzielnic. Szczególnie, że napoje też drogie, przykładowo: kieliszek wina 10 zł, małe piwo – 6 zł, herbata – 10 zł. Znamy niższe ceny w centrum, za podobną jakość.
Miejsca nie oceniamy tak źle, było nawet smacznie, miejsce schludne, obsługa miła, ale nie wrócimy bez kuponu. Także jeśli o nas chodzi – reklama się do końca nie udała, przede wszystkim z powodu cen, które powinny być proporcjonalne do jakości i ilości.
Etykiety:
kupon,
mydeal,
okazik,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
restauracje,
sushi,
warszawa
niedziela, 15 maja 2011
Mała Gruzja
ul. Nowogrodzka 40, Warszawa
www.mala-gruzja.pl
Po dłuższej przerwie wybraliśmy się do Małej Gruzji. Jest to miejsce w centrum, lecz na uboczu, więc nie panuje tam nadmierny gwar. Klientów z kuponem było tego dnia wielu, więc można przypuszczać, że restauracja nie cierpi na nadmiar gości.
Z minusów: ciemno – lokal się znajduje w piwnicy, do pierwszych stolików dociera jeszcze światło, ale na końcu jest już mroczno; z kuchni dochodzą różne odgłosy – od ubijania kotletów po narzekania i prośby kucharza; jeden ze stolików stoi przy wejściu na zaplecze, więc gdy pracownik chce tam wejść, musi się przeciskać , a tym samym przeszkadza w jedzeniu; kelnerka co chwilę przysiadała przy stoliku, jej ubiór nie reprezentował dobrze restauracji gruzińskiej (ani żadnej innej), podobnie muzyka.
Miejsce nas nie zachwyca, przede wszystkim dlatego, że mamy wątpliwość, czy tak smakuje dobre, gruzińskie jedzenie, czy może restauracja przygotowuje wersję ekonomiczną lub ekspresową. Na posiłki bardzo długo się nie czeka, szczególnie, że obłożenie lokalu podczas naszej kolacji było pełne.
Zamówiliśmy, gotowy zestaw dla dwojga:
Koszt przed zniżką: 130zł
Koszt kuponu: 59zł
Ceny wysokie w stosunku do jakości i ilości - z naszych wyliczeń wynika, że porcja chaczapuri (2 kawałki) kosztowałaby nas bez zniżki 18zł, porcja kebabu 29 zł i 36zł wino.
Wino stołowe niezbyt dobre, ale po takim winie nie można się wiele spodziewać. Gruzja słynie z lepszych trunków. Normalnie byśmy go na pewno nie zamówili, ale liczyliśmy przede wszystkim na smaczne posiłki. Chaczapuri było całkiem dobre, jednak ciasto było raczej cienkie, warstwa sera również średnich rozmiarów. Mimo wszystko to sycące danie i kebab nas przerósł. Dwa duże szaszłyki, sporo warzyw, placki i sos. Ciężko to było zjeść również w sensie technicznym: placki się ciągnęły, a warzywa i sosy spadały z talerzy. Kebab smakował jak mielony przyprawiony jakąś charakterystyczną dla Gruzji przyprawą, a sos jak przecier pomidorowy z ziołami. Dania były nawet smaczne, jednak nie było elementu zaskoczenia, urozmaicenia ani pewności, że to samo zjedlibyśmy w Gruzji.
Raczej tam nie wrócimy, chociaż wciąż intryguje nas kuchnia gruzińska.
Kupon z serwisu: Gruper.pl
www.mala-gruzja.pl
Po dłuższej przerwie wybraliśmy się do Małej Gruzji. Jest to miejsce w centrum, lecz na uboczu, więc nie panuje tam nadmierny gwar. Klientów z kuponem było tego dnia wielu, więc można przypuszczać, że restauracja nie cierpi na nadmiar gości.
Z minusów: ciemno – lokal się znajduje w piwnicy, do pierwszych stolików dociera jeszcze światło, ale na końcu jest już mroczno; z kuchni dochodzą różne odgłosy – od ubijania kotletów po narzekania i prośby kucharza; jeden ze stolików stoi przy wejściu na zaplecze, więc gdy pracownik chce tam wejść, musi się przeciskać , a tym samym przeszkadza w jedzeniu; kelnerka co chwilę przysiadała przy stoliku, jej ubiór nie reprezentował dobrze restauracji gruzińskiej (ani żadnej innej), podobnie muzyka.
Miejsce nas nie zachwyca, przede wszystkim dlatego, że mamy wątpliwość, czy tak smakuje dobre, gruzińskie jedzenie, czy może restauracja przygotowuje wersję ekonomiczną lub ekspresową. Na posiłki bardzo długo się nie czeka, szczególnie, że obłożenie lokalu podczas naszej kolacji było pełne.
Zamówiliśmy, gotowy zestaw dla dwojga:
- 2x Lulakebab
- 2x Chaczapuri
- Karafka wina (0,5 l)
Koszt przed zniżką: 130zł
Koszt kuponu: 59zł
Ceny wysokie w stosunku do jakości i ilości - z naszych wyliczeń wynika, że porcja chaczapuri (2 kawałki) kosztowałaby nas bez zniżki 18zł, porcja kebabu 29 zł i 36zł wino.
Lulakebab
Chaczapuri (dwie porcje)
Wino stołowe niezbyt dobre, ale po takim winie nie można się wiele spodziewać. Gruzja słynie z lepszych trunków. Normalnie byśmy go na pewno nie zamówili, ale liczyliśmy przede wszystkim na smaczne posiłki. Chaczapuri było całkiem dobre, jednak ciasto było raczej cienkie, warstwa sera również średnich rozmiarów. Mimo wszystko to sycące danie i kebab nas przerósł. Dwa duże szaszłyki, sporo warzyw, placki i sos. Ciężko to było zjeść również w sensie technicznym: placki się ciągnęły, a warzywa i sosy spadały z talerzy. Kebab smakował jak mielony przyprawiony jakąś charakterystyczną dla Gruzji przyprawą, a sos jak przecier pomidorowy z ziołami. Dania były nawet smaczne, jednak nie było elementu zaskoczenia, urozmaicenia ani pewności, że to samo zjedlibyśmy w Gruzji.
Raczej tam nie wrócimy, chociaż wciąż intryguje nas kuchnia gruzińska.
Kupon z serwisu: Gruper.pl
Etykiety:
gruper,
gruzińska,
kupon,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
restauracje
sobota, 23 kwietnia 2011
The Mint
Al. Jana Pawła II 43a / róg ul. Nowolipie, Warszawa
www.themint.pl
Krótko mówiąc: miłe rozczarowanie. Lokal znajduje się w pasażu, który kojarzy się głównie z solariami, kebabami i różnymi niezbyt gustownymi przybytkami. The Mint jest trochę na uboczu – to naprawdę spokojna knajpka w niepozornym miejscu.
Koszt przed zniżką: 112zł
Niestety piwa lanego nie było. Cena butelkowanego nie jest bardzo wygórowana, jednak lodówki ono na pewno nie widziało. Było ciepłe, ale przynajmniej przybyło na stolik w butelce, wraz ze szklankami, rurkami i sokiem – jeśli ktoś lubi. Piwo to był największy minus, później – same plusy.
Stek z tuńczyka to zdecydowany numer jeden. Był przyrządzony bez zbędnych dodatków, cytryna podkreślała smak. Do tego opiekane ziemniaki (lekko pikantne) i grillowane warzywa – pieczarki, papryka i cukinia.
Sandacz miał bardziej oryginalny smak – połączenie ryby z boczkiem dość zaskakujące, jednak z konfiturą z cebuli świetnie to się komponowało. Danie miało dzięki niej słodkawy smak – bardzo interesujący jak na danie rybne. Do tego również opiekane ziemniaki i – tym razem – warzywa świeże. Dania usatysfakcjonowały nasze żołądki zarówno pod względem smaku, jak i wielkości.
Jednak zamówiliśmy jeszcze desery. Porcje były większe, niż się spodziewaliśmy.
Sernik przepyszny - czekolada na wierzchu, karmel i orzeźwiający smak mięty stworzyły coś innego, niż tradycyjne ciasto. Jednak deser nie był przekombinowany, a jedynie urozmaicony.
Creme brulée wszędzie smakuje podobnie, więc jeśli ktoś nie próbował, warto zamówić. O wiele bardziej ciekawy smak miał sernik. Chcieliśmy spróbować lodów Semifredo, ale niestety nie było.
Z tego kuponu jesteśmy bardzo zadowoleni, szkoda, że piwo było ciepłe, ale to drobiazg, który łatwo naprawić. Dwudaniowy lunch kosztuje 19 zł i nie składa się ze schabowego z ziemniakami, nazwy dań brzmią smacznie, warto sprawdzić.
Kupon z serwisu: Groupon.pl
www.themint.pl
Krótko mówiąc: miłe rozczarowanie. Lokal znajduje się w pasażu, który kojarzy się głównie z solariami, kebabami i różnymi niezbyt gustownymi przybytkami. The Mint jest trochę na uboczu – to naprawdę spokojna knajpka w niepozornym miejscu.
Wnętrze jest przyjemne, dość oryginalne, dominującymi kolorami są kremowy i zielony. Klimat tworzą interesujące detale: tapeta, podkładki pod talerze, żywe kwiaty w wazonach. Świetne miejsce, żeby wpaść na lunch.
Mieliśmy niewiele czasu, jednak mimo kilku zajętych stolików szybko otrzymaliśmy zamówienie.
A było ono następujące:
- Stek z tuńczyka po sycylijsku - 40zł
- Sandacz z patelni z boczkiem i konfiturą z czerwonej cebuli – 36zł
- Creme brulée – 12zł
- Miętowy sernik The Mint – 10zł
- 2 Żywce but. 0,5l – 14zł
Koszt przed zniżką: 112zł
Koszt kuponu: 50zł
Dopłata: 14zł
W sumie zapłaciliśmy: 64zł
Dopłata: 14zł
W sumie zapłaciliśmy: 64zł
Niestety piwa lanego nie było. Cena butelkowanego nie jest bardzo wygórowana, jednak lodówki ono na pewno nie widziało. Było ciepłe, ale przynajmniej przybyło na stolik w butelce, wraz ze szklankami, rurkami i sokiem – jeśli ktoś lubi. Piwo to był największy minus, później – same plusy.
Stek z tuńczyka po sycylijsku
Stek z tuńczyka to zdecydowany numer jeden. Był przyrządzony bez zbędnych dodatków, cytryna podkreślała smak. Do tego opiekane ziemniaki (lekko pikantne) i grillowane warzywa – pieczarki, papryka i cukinia.
Sandacz miał bardziej oryginalny smak – połączenie ryby z boczkiem dość zaskakujące, jednak z konfiturą z cebuli świetnie to się komponowało. Danie miało dzięki niej słodkawy smak – bardzo interesujący jak na danie rybne. Do tego również opiekane ziemniaki i – tym razem – warzywa świeże. Dania usatysfakcjonowały nasze żołądki zarówno pod względem smaku, jak i wielkości.
Jednak zamówiliśmy jeszcze desery. Porcje były większe, niż się spodziewaliśmy.
Miętowy sernik The Mint
Sernik przepyszny - czekolada na wierzchu, karmel i orzeźwiający smak mięty stworzyły coś innego, niż tradycyjne ciasto. Jednak deser nie był przekombinowany, a jedynie urozmaicony.
Creme brulée
Creme brulée wszędzie smakuje podobnie, więc jeśli ktoś nie próbował, warto zamówić. O wiele bardziej ciekawy smak miał sernik. Chcieliśmy spróbować lodów Semifredo, ale niestety nie było.
Z tego kuponu jesteśmy bardzo zadowoleni, szkoda, że piwo było ciepłe, ale to drobiazg, który łatwo naprawić. Dwudaniowy lunch kosztuje 19 zł i nie składa się ze schabowego z ziemniakami, nazwy dań brzmią smacznie, warto sprawdzić.
Kupon z serwisu: Groupon.pl
Etykiety:
groupon,
kupon,
recenzja,
recenzja restauracji,
restauracja,
restauracje,
warszawa
Subskrybuj:
Posty (Atom)







