czwartek, 18 stycznia 2018

BANGKOK: Który hotel/airbnb wybrać, a których unikać?


W zeszłym już roku, na przełomie listopada i grudnia, spędziłem ponad dwa tygodnie w กรุงเทพมหานคร อมรรัตนโกสินทร์ มหินทรายุธยามหาดิลก ภพนพรัตน์ ราชธานีบุรีรมย์ อุดมราชนิเวศน์ มหาสถาน อมรพิมาน อวตารสถิต สักกะทัตติยะ วิษณุกรรมประสิทธิ์ - czyli mówiąc krócej - Bangkoku. :)

Nocowałem w sumie w pięciu różnych hotelach, od ekonomicznych po pięciogwiazdkowe oraz w czterech apartamentach zarezerwowanych przez Airbnb (z czego jeden okazał się być hotelem). Miałem więc mały przekrój tego, co pod względem hotelarskim to 9-milionowe miasto ma do zaoferowania. A ma na prawdę bardzo dużo.

Według TripAdvisora w Bangkoku jest prawie 900 hoteli, w tym niezliczona liczba pięciogwiazdkowców, na przykład spod takich marek jak: The Peninsula, SO Sofitel, Mandarin Oriental, The Luxury Collection, W, St. Regis, Shangri-La, Park Hyatt czy Banyan Tree. Do końca 2018 roku powstanie w Bangkoku jeszcze na przykład hotel Four Seasons czy Waldorf Astoria.

Nie byłbym też sobą gdybym do kilku hoteli napotkanych (czasem specjalnie, czasem zupełnym przypadkiem) podczas zwiedzania stolicy Tajlandii nie wszedł lub chociaż nie przyjrzał się im z bliższej odległości. Ta druga opcja to szczególnie w przypadku tych najbardziej luksusowych hoteli, do których nie zawsze miałem śmiałość wejść, nie będąc ich gościem. Lub po prostu nie wypadało ze względu na turystyczny i daleki od smart casual ubiór. Ale raz się nawet poświęciłem i mimo ponad 30-stopniowego upału i wysokiej wilgotności powietrza założyłem długie spodnie i zakryte buty, żeby pewien wyjątkowy hotel (o którym też napiszę) móc odwiedzić. :)

Poniżej opiszę hotele oraz apartamenty Airbnb, w których nocowałem, a więc mogę je z pełną świadomością polecić (lub odradzić, bo nie zawsze było tak kolorowo) oraz właśnie też i inne, napotkane po drodze. Jeśli więc zastanawiacie się który hotel w Bangkoku wybrać, a których należy unikać, to myślę, że dobrze trafiliście! :)

Szukanie hoteli polecam zacząć od porównania cen w wielu różnych serwisach na raz dzięki tej stronie: Najlepsze ceny hoteli w Bangkoku.

Tak poza tym, to rejestrując się na Airbnb z mojego linku polecającego, otrzymujecie 100 PLN do wydania na pierwszą rezerwację o wartości co najmniej 210 PLN! Oszczędzacie więc prawie 50%, a i mi też wtedy coś z tego skapnie, więc z góry dzięki za klikanie i podróżowanie! :)


Airbnb w dzielnicy Ratchathewi


Pierwsze dwie noce w Bangkoku zarezerwowane miałem poprzez Airbnb. Zależało mi na jakimś wygodnym apartamencie z widokiem na miasto. Nie chciałem zbytnio oszczędzać, żeby się nie rozczarować i nie zepsuć sobie pierwszego wrażenia z pobytu w Bangkoku. Szczególnie, że była to moja pierwsza wizyta w Tajlandii i ogólnie nawet w Azji Południowo-Wschodniej.
Nie ukrywam, że samo Airbnb wybrałem także trochę z lenistwa. :) Konkretniej po to, by nie czuć presji na robienie zdjęć wnętrzom, a potem pisanie szczegółowej recenzji na bloga. :)) Jednak po tych kilkunastu godzinach w podróży, nawet w tak dobrych warunkach, jakie panują na pokładzie linii Emirates (najpierw w Boeingu 777-300ER, a następnie w Airbusie A380-800, niestety zaledwie w klasie ekonomicznej:), jedyne na co miałem ochotę to rzucić się na łóżko i odpocząć. :)
Ciężko jednak było spać z tak świetnym widokiem, jaki rozpościerał się z okien (oraz balkonu!) na 36. piętrze. Sam apartament był bardzo przyjemny. Składał się z części dziennej oraz sypialni, a pokoje te oddzielone były rozsuwaną (chociaż okazało się to dla mnie zbyt skomplikowane:) ścianką. Do dyspozycji była też wyposażona w mikrofalówkę czy kuchenkę elektryczną kuchnia oraz nowoczesna łazienka z prysznicem z deszczownicą. W apartamencie dostępne było wszystko, co potrzebne, od kosmetyków i środków czystości, aż po pralkę z proszkiem do prania.
Apartament ten znajduje się w kondominium Circle Living Prototype - Circle 2 (lokalizacja na mapie) - jednym z najwyższych budynków w okolicy, który na 52. piętrze posiada Sky Lounge (zapomniałem w końcu odwiedzić!) oraz odkryty basen (gdzieś koło 10. piętra), który zdążyłem tylko raz zobaczyć - późnym wieczorem, gdy nawet nikogo na nim nie było, chociaż całość sprawiała fajne wrażenie.
Do Circle 2 można bardzo wygodnie dojechać z lotniska. Stacja Makkasan kolejki Airport Rail Link oraz znajdująca się obok stacja metra Asok (MRT) oddalone są od niego o jakieś 900 metrów. Nie polecam jednak pokonywać tej drogi pieszo, szczególnie z ciężką walizką. W Bangkoku na szczęście taksówki są tanie (i działa też Uber!).
Sama okolica (wschodnia część dzielnicy Ratchathewi) nie jest może za ciekawa, ale z tego Airbnb dojdziemy piechotą w jakieś 10 minut do mocno imprezowej odnogi ulicy Sukhumvit, czyli Sukhumvit Soi 11. Znajduje się przy niej sporo różnych barów, restauracji, klubów nocnych czy hoteli, takich jak: Holiday Inn Express Bangkok Sukhumvit 11, Aloft Bangkok Sukhumvit 11, Mercure Bangkok Sukhumvit 11.

Jeszcze jeden hotel Mercure (dokładniej - Mercure Bangkok Makkasan) znajduje się tuż przy tym apartamentowcu, chociaż nie ma on dostępu do głównej ulicy (Phetchaburi), tylko stoi przy samej trasie kolejki Airport Link.

Koszt tego apartamentu dla 2 osób to jakieś 279 PLN za noc plus opłata za sprzątanie (100 PLN) i opłata serwisowa Airbnb.


Holiday Inn Express Bangkok Sathorn


Drugim hotelem, w którym nocowałem był HIX Bangkok Sathorn. Wyjazd ten był zresztą mocno związany z siecią IHG, bo przy jego okazji chciałem sobie pozbierać punkty bonusowe dzięki promocji IHG Accelerate (link do jej aktualnej edycji).
Znajduje się on (link do mapy) w dzielnicy Bang Rak. Pomiędzy ulicami Silom i Sathorn oraz tuż przy stacji Chong Nonsi kolejki BTS (linia Silom). W porównaniu do tej lokalizacji, to poprzedni mój nocleg był na zupełnym odludziu. :)

Sam hotel schowany jest lekko w bocznej uliczce, prostopadłej do głównej ulicy (Naradhiwat Rajanagarindra), nad którą biegła linia kolejki BTS. Natomiast te parę metrów dalej czuć było miasto tętniące życiem. Wszędzie pełno ludzi, sklepów, knajp czy street foodu, tym bardziej jak się poszło kawałek dalej i skręciło w ulicę Silom.
Można było zresztą nią dojść w jakieś 20 minut (lub podjechać jedną stację BTS-em) do parku Lumpini, czyli takiego ich "Central Parku", tyle że z bardziej egzotyczną roślinnością i chodzącymi sobie swobodnie po terenie waranami. :)
Jeśli by natomiast przejechac ze dwie stacje w przeciwną stronę, to dojechalibyśmy do przystani Sathorn Pier, z której łódką z pomarańczową flagą za 15 THB (~1,60 zł) dopłynęlibyśmy w okolice Chinatown czy bezpośrednio do Wat Arun lub wielu innych świątyń.

W okolicy tego Holiday Inn Expressu znajduje się też jeden z najciekawszych hoteli stolicy Tajlandii, czyli hotel W Bangkok, w którym trochę żałuję, że nie udało mi się przenocować, ale to może następnym razem... :)
A sam Holiday Inn Express Bangkok Sathorn okazał się oprócz tego, że świetnie zlokalizowanym, to też i bardzo przyjemnym hotelem. Posiada nowoczesne wnętrza udekorowane obrazami przedstawiającymi różne scenki z życia miasta. Wygodne pokoje, z jeszcze wygodniejszymi łóżkami. Smaczne i darmowe dla każdego gościa śniadanie (w tym ryżu na zdjęciu były też i krewetki:).

Za hotel Holiday Inn Express Bangkok Sathorn płaciłem 2360 THB, czyli jakieś 255 PLN za noc. Taka cena była dostępna na dzień przed zameldowaniem, a do tego zawierała 3.000 punktów bonusowych.


InterContinental Bangkok


Trzecim hotelem, w którym nocowałem, był właściwie głównym powodem mojej wizyty w Bangkoku... :) Kilka miesięcy wcześniej pojawiła się możliwość zarezerwowania go za standardową liczbę punktów (czyli obecnie 35.000, a niedługo 40.000), z tą różnicą, że oprócz podstawowego pokoju bez śniadania (tak jak to przeważnie bywa w reward nights) dostępny był również... apartament i do tego z dostępem do Club Lounge. :)
Club Intercontinental Suite to w tym hotelu wydatek co najmniej 1.000 PLN za noc, więc zdecydowanie warto było wydać punkty, szczególnie że były one zdobyte w trakcie wcześniejszych promocji w IHG. :)
Z tego co się dowiedziałem to przy rezerwacji podstawowego pokoju dopłata do Club Lounge to 3.500 THB za osobę, a jeśli mamy kupiony status InterContinental Ambassador, to opłata ta zostaje obniżona aż do 2.000 THB, czyli lekko ponad 200 PLN (zapewne plus podatki, czyli wyjdzie pewnie koło 250 złotych). A czy warto dopłacać (lub rezerwować pokój od razu z dostępem do lounge'u)? Moim zdaniem - CHOLERNIE TAK! :)

Krótko mówiąc: był to najlepszy Club Lounge, jaki miałem okazję do tej pory odwiedzić! Okazał się być lepszy od tego w Berlinie (podobno najlepszy, jeśli chodzi o europejskie InterContinentale) czy nawet i w Dubaju.

Bo w którym hotelu (a tym bardziej w jego saloniku!) na śniadanie podają na przykład... wysmażone według życzenia steki!? :) Wybór dań na zamówienie był tak duży, że potrzebowałbym pewnie z tygodnia, żeby wszystkiego spróbować. Nie mogłem sobie jeszcze odmówić skosztowania japońskiego zestawu bento z łososiem oraz zupą miso czy klasycznego tajskiego dania - pad thai. A do tego wszystkiego tajska mrożona herbata czy soki np. z guawy, ananasa czy arbuza.
Po kilku godzinach od śniadania nastawał w saloniku czas na "afternoon tea", czyli popołudniową herbatkę z wyborem różnorakich słonych oraz słodkich przekąsek.
Zanim się człowiek obejrzał, to zbliżały się już godziny wieczorne, a z nimi "happy hours", czyli 2-godzinna kolacja wraz z alkoholem. Wybór jedzenia był bardzo szeroki - wędliny, sery, ryby, sałatki czy nawet i sushi. Do tego codziennie inny zestawik wymyślnych hors d'oeuvres czy jakieś danie na ciepło prosto z hotelowej restauracji (jednego dnia był łosoś w cieście francuskim, a drugiego pieczona wołowina).
Najlepsze ze wszystkiego były i tak... koktajle. :) A do tego mega sympatyczna oraz czytająca w myślach obsługa. Jak już nie mogłem się zdecydować na drinka z karty, to kelner sam z siebie zaproponował akurat moje ulubione whisky sour. Później jeszcze nie raz się w ciemno zdałem na jego propozycje i przynosił za każdym razem coś świetnego.
Nie powiedziałem jeszcze nic o samym hotelu czy moim apartamencie, a ten też zrobił na mnie duże wrażenie. Ale o tym już napiszę w szczegółowej recenzji. Warto jednak wspomnieć, że hotel na 37. piętrze (czyli na tym samym co Club Lounge) posiada basen. :)
W ogóle to początkowo miałem zarezerwowane w tym InterContinentalu trzy noce, ale w końcu skróciłem pobyt do dwóch. Przy takich luksusach i stosunkowo niskiej cenie może się to wydawać bardzo dziwne, ale byłem wtedy w Bangkoku zaledwie od kilku dni, za dużo jeszcze nie zdążyłem zobaczyć, a miałem też już niedługo lot powrotny. Zamiast więc zwiedzać miasto, pewnie i trzeci dzień bym siedział w hotelu na "all inclusive" i tylko patrzył na Bangkok z góry. :) Z bólem usunąłem więc ostatnią rezerwację (na szczęście miałem zarezerwowany każdy dzień osobno) i wybrałem hotel już bez takich udogodnień. Skąd niby miałem wtedy wiedzieć, że po wylocie i tygodniu spędzonym w Dubaju, zamiast wracać do Warszawy, to tak się złożyło, że wróciłem, ale do Bangkoku? :)

InterContinental Bangkok zlokalizowany jest (link do mapy) tuż przy głównej ulicy będącej przedłużeniem Sukhumvitu oraz przy stacji BTS Chit Lom. Sąsiaduje m.in. z Holiday Inn Bangkok czy Grand Hyatt Erawan Bangkok (u podnóża którego stoi Erawan Shrine), a w okolicy aż roi się od świetnych hoteli (The St. Regis Bangkok, Anantara Siam Bangkok Hotel, Siam Kempinski Hotel Bangkok, Renaissance Bangkok Ratchaprasong Hotel oraz powstającej Waldorf Astorii) czy największych centrów handlowych - w tym Central Embassy z luksusowymi butikami oraz równie luksusowym hotelem Park Hyatt Bangkok.

Za dwie noce w tym InterContinentalu płaciłem po 35.000 punktów IHG.


Park Hyatt Bangkok


Wprawdzie w tym hotelu (jeszcze!) nie nocowałem, ale i tak jakoś mnie w jego stronę ciągnęło. :) Nawet i pierwszego dnia pobytu w Bangkoku, podczas pierwszego spaceru, zupełnym przypadkiem trafiłem na ten niesamowicie wyglądający budynek. Po paru dniach nawet odważyłem się wejść do jego środka. :)
Wnętrza w Park Hyatt Bangkok są jasne, jednolite i bardzo minimalistyczne. Nawet i windy, którymi dostajemy się do zlokalizowanej na 10. piętrze recepcji, wyglądają po prostu pięknie. W takim hotelu można się poczuć jak na wystawie w galerii. Panuje cisza i spokój, na ścianach wiszą prace tajskich artystów. W zasadzie to każdy element wystroju czy wyposażenia jest wyjątkowy.

Może to jednak być średnio widoczne na zdjęciach cykanych na szybko i do tego telefonem... :)
Myślę, że nocleg w hotelu Park Hyatt Bangkok będzie odpowiednim miejscem dla najbardziej wymagających osób, które będą chciały co jakiś czas jednak odpocząć od gwaru, ścisku i nieładu, czyli po prostu lekkiego chaosu panującego na ulicach Bangkoku. :)

Ceny tego hotelu zaczynają się od jakiegoś 1100 PLN. Link do mapy.


Hotel Indigo Bangkok Wireless Road


Po InterContinentalu, a w zasadzie to jeszcze w trakcie siedzenia w jego saloniku w dniu wymeldowania i pałaszowania nadprogramowej "afternoon tea" (a było to około godz. 16:00) rozważałem rezerwację kolejnego hotelu IHG. Nie był to może za tani wybór, ale w końcu raz się żyje i ile można nocować w Holiday Innach (chociaż do tej marki też nic nie mam, jak się okaże pod koniec tego wpisu). Padło na designerski (i myślałem że też butikowy, a tu się okazało, że mam pokój na 21. piętrze) hotel Indigo Bangkok Wireless Road.
Ten pięciogwiazdkowy, ale mocno hipsterski i o luźnej atmosferze hotel znajduje się przy zielonej i prestiżowej ulicy Wireless Road (link do mapy). W sąsiedztwie wielu ambasad oraz wysokiej klasy hoteli, takich jak: Conrad Bangkok, Oriental Residence Bangkok, The Okura Prestige Bangkok, The Athenee, a Luxury Collection Hotel czy wspomniany Park Hyatt.
Oddalony jest o jakieś 400 metrów od najbliższej stacji BTS, można też od niego przejść w jakieś 10 minut do parku Lumpini.
Jest to hotel raczej dla młodszych osób, szukających nietuzinkowych wnętrz. Mój pokój posiadał niewielki balkon z fajnym widokiem, ale największym hitem hotelu jest niewątpliwie położony na 24. piętrze basenu typu "infinity pool". Widok z niego jest wręcz niesamowity! Robi ogromne wrażenie, szczególnie wieczorem, gdy ta wręcz idealnie ułożona panorama wieżowców jest oświetlona.

Śniadanie w hotelu Indigo Bangkok Wireless Road już mi jednak aż tak nie zaimponowało. Wprawdzie to, że poprzedniego dnia jadłem jedno z najlepszych śniadań ever (w InterContinentalu) mogło mieć mocny wpływ na wrażenia wyniesione z tego hotelu, ale tutaj wybór był raczej malutki. Kilka dań na ciepło, w tym fajne (i ostre:) zielone curry oraz jakaś gotowana szynka czy ryba. Oprócz drobnych dodatków, owoców czy czegoś na słodko, to właściwie na tym koniec, aż się rozglądałem czy czegoś po prostu nie przegapiłem w tej ładnej restauracji. :)

Można sobie też było zamawiać dania a la carte (bezpłatnie). Ja wybrałem grillowaną makrelę w sosie teriyaki, z ryżem, sałatką i zupą miso. Było też kilka dań jajecznych, zupa typu noodle z wieprzowiną, bagietka z łososiem czy gofry/pankejki. Może właśnie śniadanie w tym hotelu jest takie bardziej w stylu kawiarnianym, ale to już raczej bym sobie wolał pójść do jakiejś kawiarni/restauracji niż dokupywać w hotelu.
Cena: na pokój ze śniadaniem wydałem 4841 THB, czyli około 515 PLN.


InterContinental Pattaya Resort


Oprócz Bangkoku miałem także okazję odwiedzić oddaloną o 2 godziny jazdy z lotniska Suvarnabhumi (BKK) - Pattayę, która nie cieszy się dobrą sławą. :)

Spędziłem tam zaledwie jedną noc, więc ciężko mi polecić lub odradzić tę nadmorską miejscowość, mogę natomiast śmiało zarekomendować hotel InterContinental Pattaya Resort, w którym spędziłem większość owego czasu. Jeden dzień to w sumie nawet za mało na poznanie tego pokrytego bujną roślinnością resortu z kilkoma basenami, apartamentami w małych willach i świetnym salonikiem Club Lounge. Do tego położonego w cichym i spokojnym miejscu (link do mapy).



Nie będę się tutaj rozpisywał na temat tego hotelu, bo zrobiłem to już w opublikowanej wcześniej na blogu recenzji, którą znajdziecie tutaj - InterContinental Pattaya Resort.

Podczas krótkiej przechadzki wzdłuż Walking Street, czyli ulicy pełnej barów, dyskotek czy klubów go-go, jakiej nawet w Bangkoku się nie znajdzie, w oczy rzucił mi się jeszcze jeden hotel - Hilton Pattaya. Podobno również posiada bardzo przyjemny executive lounge, będzie więc trzeba jeszcze kiedyś to sprawdzić... :)

Cena: standardowe pokoje w hotelu InterContinental Pattaya Resort zaczynają się od jakichś 500 PLN (lub 35.000 punktów IHG), a Club InterContinental Suite to wydatek około dwukrotnie większy.


Airbnb przy stacji metra Samyan (MRT)


Ostatnie noce w Bangkoku rezerwowałem przez Airbnb w trakcie powrotu busem z Pattayi. Chciałem wybrać coś w dobrej, ale trochę innej niż wcześniejsze, lokalizacji. Do tego blisko komunikacji miejskiej i w nie za wysokiej cenie. Wybór padł na apartament, który okazał się znajdować w wysokim i nowoczesnym apartamentowcu Ideo Q Chula Samyan położonym kilka kroków od stacji metra (MRT) Samyan (link do mapy). Był już wieczór i wynajmujący dość mocno obniżył cenę za pierwszą noc.
Apartament okazał się dość malutki, ale znalazło się w nim miejsce na łóżko, kanapę, mały stolik z krzesłami barowymi, kuchnię oraz maciupką łazienkę z prysznicem. Z okien na 19. piętrze widać było basen, z którego można było bezpłatnie korzystać, oraz kawałek Bangkoku.

W apartamencie było czysto (o ile się nie zajrzało pod łóżko), chociaż z bliżej mi nieznanego powodu kołdra nie miała powłoczki (na zdjęciu z Airbnb też widzę, że jej nie ma), miała natomiast kilka nie za ciekawie wyglądających plam. Szybko więc wylądowała w szafie. Na szczęście reszta pościeli była czysta, a ja miałem ze sobą mały kocyk.

Po kilku wcześniej odwiedzonych pięciogwiazdkowych hotelach brakowało mi też w łazience: 1. miejsca do poruszania się, 2. miejsca na położenie kosmetyczki, 3. ręcznika na podłogę (szczególnie, że nawet w regulaminie tego apartamentu wspomniane było, że nie należy używać ręczników do wycierania... stóp. Oraz, że grozi za to nawet jakaś kara finansowa. :)

Problemem tego apartamentu była też bardzo głośno chodząca klimatyzacja, a konkretniej jej część znajdująca się na niewielkim balkonie. Wolałem w końcu mieć ją na noc wyłączoną, niż co chwilę się budzić, gdy włączał się tryb "startu samolotu odrzutowego".
Ogólnie nie było tak źle. Miejsce to było bardzo dobrą bazą wypadową do nadrabiania zaległości w zwiedzaniu buddyjskich świątyń. Nawet i piechotą można stamtąd zresztą dojść np. na Chinatown. Jeszcze bliżej jest do głównego dworca kolejowego - Bangkok Hua Lamphong. Apartamentowiec ma też na parterze Starbucksa czy całodobowy supermarket Max Value. Kilka kroków dalej i trafiamy na fajny street food, a w dziesięć minut dojdziemy na Patpong, czyli nocny bazar pełen straganów z podróbkami otoczonych klubami go-go. :)

Przy samym budynku Ideo Q znajduje się ciekawie z zewnątrz wyglądający hotel Mandarin (nie mylić z Mandarin Oriental). Chętnie przenocowałbym w znajdującym się koło samego Patpongu hotelu Le Méridien Bangkok czy w posiadającym równie świetne opinie Amara Bangkok Hotel.

Za dwie noce w tym apartamencie Airbnb zapłaciłem zaledwie 261 PLN, w tym aż 79 PLN opłaty za sprzątanie (nie wszystkie apartamenty ją doliczają) i 36 PLN opłaty serwisowej. Standardowa cena z tego co teraz patrzę to 159 PLN za noc plus obydwie opłaty, z czego ta za sprzątanie jest stała, a serwisowa zmienia się w zależności od kosztu rezerwacji.

Z żalem wracałem już z Bangkoku, Niby zobaczyłem wszystko to, co sobie wcześniej zaplanowałem, ale przez kilka jedno- czy dwudniowych pobytów w hotelach, wymeldowania i zameldowania, cykanie fotek itp. itd. czas mi bardzo szybko minął i czułem mocny niedosyt.

Do tego Dubaj przy Bangkoku wydawał się mega nudnym miastem. :) Większość atrakcji zaliczyłem tam poprzednim razem, więc za bardzo nie było co robić. Tym bardziej, że zdążyłem przyzwyczaić się do tajskich cen i tego, że na każdym kroku można było tam zjeść czy wypić coś świetnego, a na ulicach pełno było sympatycznych i uśmiechniętych ludzi.

Warszawa byłaby jeszcze gorsza, szczególnie przy temperaturze niższej o 30 stopni od tej, do której zdążyłem się przyzwyczaić. Tak się więc złożyło, że wróciłem sobie jeszcze na tydzień do Bangkoku. Tym razem mniej hotelowo, a bardziej z zamiarem tzw. "powolnego podróżowania" (ang. slow travel) i dokładniejszego poznania klimatu tego miasta. Zdecydowanie też i smaku Bangkoku, bo pad thai to już mocno zaczęło mi brakować. :)


Airbnb przy stacji kolejki Surasak (BTS Silom)


Skoro miało to być wolne podróżowanie, to zarezerwowałem ten apartament na rekordową liczbę nocy, czyli aż 5! :) Do tego bardzo dobrze trafiłem z wyborem. Znajdował się on pomiędzy dwoma bardzo ruchliwymi ulicami - Silom oraz Sathon/Sathorn, był jednak odpowiednio schowany w jedną z bocznych uliczek (link do mapy). Pokój z łazienką znajdował się na piętrze odnowionego budynku w tajskim stylu. Z zamkniętego podwórka szło się po schodkach na górę i z otoczonego zielenią tarasu wchodziło się bezpośrednio do jednego z dwóch czy trzech wynajmowanych apartamentów.
W środku znajdował się dość spory pokój z szafą i, jak się później okazało, mega wygodnym łóżkiem oraz łazienka z prysznicem i umywalką, która też miała pełnić funkcję zlewu. Zamiast "kuchni" w pokoju był kącik z mikrofalówką, czajnikiem elektrycznym oraz małą lodówką, a do tego po dwie szklanki, talerze czy miseczki oraz sztućce. Do dyspozycji były też zupki chińskie oraz herbata i kawa. Właściwie to korzystałem tylko z lodówki, bo bezpośrednio przy domu znajdowała się kawiarnia, a wzdłuż niedużej ulicy często rozłożonych było kilka stoisk z fastfoodem. Na tej samej ulicy były też dwie dobre tajskie restauracje.

Właściwie to powinienem zacząć od tego, że zamiast o 15:00, udało mi się zameldować (self check-in; karta-klucz czekała do odbioru w skrzynce) już około godziny 9:00! Oczywiście między innymi dlatego, że mój pokój akurat nie był zajęty na noc przed przyjazdem.

W odróżnieniu od zatrzymywania się w hotelach czy nowoczesnych apartamentach w drapaczach chmur, tutaj można się było zdecydowanie poczuć jak prawdziwy "lokals". Szczególnie, że bezpośrednia okolica nie była jakoś wyjątkowo turystyczna. Ale tylko bezpośrednia, bo kilka kroków piechotą (lub jedna stacja BTS-em) dzieli to miejsce od przystani Sathorn Pier, z której bardzo łatwo i tanio dostaniemy się do wielu atrakcji Bangkoku, o czym zresztą pisałem wyżej.

Żeby coś zjeść, najczęściej chodziłem te paręset metrów do ulicy Silom, a dokładniej do Silom Soi 20 - lokalnego zagłębia tajskich knajp ulicznych. Często mijałem tam hotel Holiday Inn Bangkok Silom. Kilka kroków stamtąd też jest do hotelu Lebua ze słynnym Sky Barem (który pojawił się w drugiej części filmu Hangover).

Koszt tego apartamentu na Airbnb to ok. 120 PLN za noc dla jednej osoby i 155 PLN za dwie osoby, plus opłata serwisowa. Nie ma dodatkowej opłaty za sprzątanie.


Hotel Heritage Sathorn (zarezerwowany przez Airbnb)


Po pięciu nocach spędzonych w poprzednim apartamencie, zostały mi w Bangkoku jeszcze dwie, które musiałem spędzić gdzie indziej, bo był on już w tych dniach zarezerwowany. Przeglądając Airbnb natrafiłem na nieźle wyglądający na zdjęciach... hotel - The Heritage Hotel Sathorn i pokój Deluxe Double.

Była to jedna z najtańszych opcji, a do tego znajdująca się w okolicy (link do mapy), tyle że na południe od ulicy Sathorn i trochę dalej, bo ok. 10 minut piechotą od stacji BTS Surasak. Mimo, ze to był niecały kilometr drogi od apartamentu, to tę odległość wolałem pokonać Uberem.

Doba hotelowa rozpoczynała się o godz. 14:00 i niestety chwilę po 12:00 mój pokój nie był gotowy, ale po jakiejś godzinie kręcenia się po okolicy, mogłem się zameldować.

Pokój w hotelu Heritage Sathorn miał sporą powierzchnię, ale na tym w zasadzie kończyły się jego zalety. Ogólnie był bardzo stary z mocno wysłużonymi meblami czy brudnymi ścianami. Wyglądał aż przygnębiająco, a nie tak jak na zdjęciach w serwisie, na których chociażby podłoga wyglądała na drewnianą, a w rzeczywistości była cała z szarych, kamiennych płytek.
W szafie brakowało chociażby wieszaków, a poszczególnych szafek czy szuflad nawet bałem się otwierać. Jedynym plusem była duża lodówka.

W niewielkiej łazience znajdował się prysznic, który był w opłakanym stanie. Słuchawka ledwo co trzymała się uchwytu w ścianie. Swoją drogą to i sufit tam się ledwo trzymał na miejscu, a do tego pod prysznic nie odważyłem się wejść bez klapków. Po pokoju też zresztą wolałem chodzić w butach. Ręczniki były twarde, cienkie i mocno poszarzałe.
Był też spory problem z klimatyzacją. Tak jak pisałem o jednym z wcześniejszych apartamentów, że głośno chodziła, to tutaj... zabrakłoby chyba skali w decybelach. Była bardzo mocno uciążliwa w dzień, a w nocy to nawet nie było szans na to, żeby była włączona. Robiło się przez to niestety bardzo szybko duszno i gorąco.

Samo łóżko też nie pomagało w zaśnięciu. Na tak twardym i niewygodnym materacu to nie pamiętam czy kiedykolwiek spałem. Kołdra i pościel były ogólnie słabej jakości, na szczęście nie zauważyłem żadnych problemów z ich czystością (lub wolałem się zbyt dokładnie nie przyglądać).

W opisie oferty było wspomniane o darmowym internecie, ktoś tylko widocznie zapomniał dopisać, że wi-fi jest dostępne, ale tylko przy recepcji, a nie w pokojach. Do tego widniała informacja o depozycie 1000 THB za kartę-klucz pobieranym przy zameldowaniu, ale na szczęście nie miało to miejsca.

Hotel ten kosztuje jakieś 100 PLN za noc dla 1 czy 2 osób, ale jak widać, nie można być zbyt oszczędnym. Jak to dobrze, że zarezerwowałem tam tylko tę jedną noc, bo raczej bym już drugiej nie wytrzymał. Porównując z tym poprzednim apartamentem, to po prostu niebo, a ziemia... Na szczęście większość czasu i tak spędziłem poza hotelem.


Holiday Inn Bangkok Sukhumvit


Ostatnią noc w Bangkoku spędziłem w hotelu Holiday Inn Bangkok Sukhumvit. Po tragicznym i depresyjnym Heritage Sathorn tym bardziej doceniłem co to znaczy porządny i komfortowy hotel.

Od razu po wyjściu z Ubera zaopiekowano się moim bagażem, a ja udałem się na 9. piętro, na którym znajdowała się recepcja. Obok był też executive lounge, ale niestety nie miałem do niego dostępu. Jak widać, saloniki zdarzają się też i w Holiday Innach. :)

Zameldowanie przebiegło bardzo miło i sympatycznie. Pani recepcjonistka pod koniec sama zapytała o chęć późniejszego wymeldowania. Przeważnie dla członków IHG o wyższych statusach jest ono dostępne w tym hotelu do godz. 14:00, ale udało mi się poprosić o wymeldowanie aż o 16:00.

Mój pokój znajdował się na 22. piętrze, na które dostałem się windą akurat gdy leciała w niej piosenka More Than This z jednego z moich ulubionych filmów. :)

Pokój nie był może jakiś wyjątkowo duży, ale za to bardzo przyjemny. Z dużym i wygodnym łóżkiem oraz fajnym widokiem z okna, między innymi na biegnące nad ulicą Sukhumvit tory kolejki BTS.
Na wyposażeniu pokoju był smartphone z darmowymi rozmowami lokalnymi i internetem 4G. Za dużo z niego nie korzystałem, szczególnie że miałem kupioną lokalną kartę SIM z internetem, co jest w sumie niezbędne do poruszania się po Bangkoku, ale telefon ten dobrze sprawdził się jako zapasowy.
Na 8. piętrze hotelu Holiday Inn Bangkok Sukhumvit znajduje się fajny, odkryty basen. Jedynie trochę dziwnie jest to rozwiązane, bo żeby się do niego dostać, to trzeba przejść przez restaurację, w której rano serwowane jest śniadanie, ale i wieczorem organizowane są np. kolacje tematyczne w formie bufetów i jest dość sporo gości. :)
Hotel znajduje się przy samej ulicy Sukhumvit (link do mapy), a więc znalezienie różnorakich rozrywek zarówno w trakcie dnia, jak i w nocy, nie stanowi żadnego problemu. Kilkakrotnie chodziłem np. do bardzo dużego centrum handlowego - Terminal 21, w którym znajduje się food court z fajnym i taniutkim jedzeniem, czasem nawet tańszym niż na ulicy.

A skoro mowa o jedzeniu - śniadanie serwowane w tym Holiday Innie było mocno wypasione! Pierożki na parze, azjatyckie zupy z makaronem przygotowywane na życzenie, sushi, sałatki, różne mięsa na ciepło, hummus z pitą, sery, owoce, warzywa, słodkości... długo by wymieniać. Z jednym minusem - zapomnieli o zamówionej przeze mnie jajecznicy. :)
Z hotelu wymeldowałem się o 16, ale lot powrotny miałem po północy. Nie było jednak problemu z pozostawieniem walizki na przechowanie przez te kilka dodatkowych godzin. Spędziłem zresztą jeszcze sporo czasu nad hotelowym basenem, bo nie trzeba było mieć klucza, żeby wjechać windą na to piętro.

Na hotel ten wydałem 3148 THB, czyli ok. 335 PLN (za 2-os. pokój ze śniadaniem).


Podsumowanie


Jak widać, mój pobyt w Bangkoku nie należał do nudnych. A przedstawiłem na razie jedynie jego aspekt hotelowy. :) Ogólnie udało mi się poznać całkiem sporo różnorodnych hoteli i apartamentów. Przejechałem się w zasadzie tylko raz (ale dość porządnie), na szczęście odbyłem też jeden z najlepszych pobytów hotelowych i poznałem nowe szczyty, jeśli chodzi o saloniki hotelowe. :)

Cały mój pobyt w Bangkoku był bardzo spontaniczny i na miejscu, z dnia na dzień, decydowałem gdzie spędzę kolejną noc, przez co na pewno wydałem więcej na hotele, niż gdybym je zarezerwował z wyprzedzeniem.

Jak widać po hotelu Heritage Sathorn, nie można jednak przesadnie oszczędzać. Lepiej dopłacić te kilkadziesiąt złotych i nocować w miejscu, w którym nie nabawimy się depresji. :)

Przy kolejnych moich wizytach w Bangkoku (a takie na pewno będą) znów pewnie będę wybierał hotele znajdujące się blisko stacji kolejki BTS czy metra MRT, bo te środki komunikacji to jednak podstawa w poruszaniu się po stolicy Tajlandii.

I wcale nie jest takim najgorszym pomysłem zamiast nocować w jednym hotelu przez cały wyjazd, to wybranie najpierw hotelu w jednej części miasta (np. przy Sukhumvicie), a następnie innego hotelu w trochę innym miejscu (np. w dzielnicy Bang Rak).

Szukanie hoteli w Bangkoku polecam zacząć od porównania cen w wielu różnych serwisach na raz dzięki tej stronie: Najlepsze ceny hoteli w Bangkoku.

A Wy nocowaliście w jakichś fajnych hotelach w Bangkoku? :)



Kliknij, jeśli podobał Ci się wpis:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz